środa, 23 maja 2012

It's only when I lose myself in someone else then I find myself

Jest taka siła przyciągania, która swoje źródło musi mieć w kosmosie. Na pewno przychodzi jakoś znad chmur i ląduje gdzieś w moim podbrzuszu, przy kręgosłupie. Chciałabym, żeby był już piątek, 14.45. Nałożę na nos przeciwsłoneczne okulary, włączę blues brothers i podążę tam, gdzie jest mój magnes, czyli do Gliśna Wielkiego.


niedziela, 20 maja 2012

Please allow me to introduce myself


Pani psycholog ubiera się na szaro albo na zgniłozielono, ale chyba tak musi.
Ja wpadam w wielobarwnej chuście i z torbą z frędzlami, ale tak lubię. Zaraz okazuje się,
że pani może mdła na zewnątrz i w rozmowie nie jest słodka, za to ze mnie wyciąga wszystko co gorzkie i cierpkie.

Pac pac plum, kilka celnych pytań i widzę cindarellę, którą z siebie zrobiłam,
a którą nie jestem. Rozmowa z nieznajomą i nareszcie w oddali pojawia się
niewyraźna Małgorzata Nikołajewna. 

Wlewka z gipsu w tors
Niech serce zrasta się,
Temblakiem, podparta lewa pierś
[Nosowska]

środa, 9 maja 2012

to nie był film

Znów gram w tym filmie o mnie. Ostatnio nakręciliśmy rozstanie z konkubentem,
potem kilka sielankowych scen z majowego weekendu w Wilnie i Kownie. Piękne, stare, czarujące, wręcz uwodzące miejską urodą, elegancją, zielenią, spokojem.... Miasta kojące złamane serce nie tylko zimnym Baltasem i tradycyjnym chłodnikiem, ale jakimś takim mickiewiczowskim ponurym romantyzmem.

Niestety, po tym chyba nudnawym epizodzie musiała widocznie nastąpić scena akcji.
Na początek przypomnę statystyki: ponad pięć tysięcy pijanych kierowców wyjechało na drogi w ten tzw. dłuugi weekend. Pytanie: jakie było prawdopodobieństwo, że jeden z nich mieszka ze mną? Ja nie wiem, może maturzyści obliczą. Zawsze oceniałam takich ludzi jako potencjalnych zabójców z premedytacją. Od kilku dni próbuję możliwie złagodzić finansowe konsekwencje czynu sprawcy, wszak dostanę rykoszetem tak, że jeszcze nie wiem, jak się pozbieram.

I nie mogę kurna znaleźć scenarzysty.

środa, 18 kwietnia 2012

Brazylijski serial już nie cieszy jak kiedyś

To, że w najbliższą sobotę moja osobista siostra zostanie małżonką bardzo miłego faceta, oczywiście napawa mnie radością nie do opisania. To jednak, że zakupiona na tę okazję sukienka w kolorze ognia i rewelacyjne kolczyki, nie odpędziły chmur znad mojej głowy - nie jest fajne. Dopiero najmądrzejsza na świecie moja fryzjerka,  zajmując się włosami włożyła mi chyba przy okazji do głowy trochę tzw. życiowych prawd. W dobrej formie - bez nachalnego pocieszania, ze zrozumieniem - ze spojrzenia w oczy i to przez lustro.

Podobnie mam po mailach, które przychodzą o 3.33, a czytam je obudzona dziwną siłą
o 3.50. I get by with a little help from my friends, czyż nie?

Jasne, że zamierzam na weselu najdłużej tańczyć i najgłośniej śpiewać stolat. Mam tylko nadzieję, że jako świeżo upieczonego singla nie posadzą mnie przy nastoletnim kuzynie od strony pana młodego, albo cioci Jadzi, która mogłaby napisać poradnik "100 pytań (których nikt nie zadał) i 200 odpowiedzi nt. żylaków", bo jeden + jeden jest łatwiejsze do zaaranżowania, niż jeden + mokre oczy od czasu do czasu.

wtorek, 17 kwietnia 2012

and so it is

Wcale nie czuję, że zrobiłam z siebie naiwną idiotkę, ani że nie mam honoru.
Gdyby miało odnieść to skutek, taki jaki bym chciała, zrobiłabym to pewnie jeszcze raz.
Bo o miłość się walczy do końca. A co jeżeli czyjaś miłość skończyła się wcześniej niż moja? Nie godzę się na to, dyskutuję sama ze sobą całymi nocami i nie wyciągam konkluzji. 

Zostały jeszcze śpiwory w szafie, nie doczekały sezonu biwakowego, wędki w piwnicy, ciuchy w koszu na rzeczy do prania (które już uprałam)... Mój rower zimujący u jego dziadków. Abonamenty telefoniczne do rozdzielenia. No i coś co zajmie nieco więcej czasu, czyli firma.

Boli kurewsko, ale chyba najgorsze właśnie dotarło.

Nabroiło się
Nieraz i źle
Nie myśleć o tym źle

To jeszcze nie koniec

[Nabroiło się, VooVoo]