poniedziałek, 23 grudnia 2013

blues for christmas

Próbuję sobie przypomnieć ten rok, ale zaczął się 25 lipca.
Około 20.00 pierwszy raz zobaczyłam jego UŚMIECH.

Dlatego na te Święta życzę Państwu wielkiej miłości, wiary, że warto czekać i że trzeba wierzyć, choćby w najstarsze marzenia, życzę ciepła i bliskości. Żeby Nowy Rok przyniósł wiele dobra i był pod znakiem Anioła Stróża. Ten zaprawdę wiele może ;)


czwartek, 12 grudnia 2013

Oddałbym za to prócz Ciebie wszystko

Codzienność, rytm dwutygodniowy, on przyjeżdża do mnie, albo ja jadę do niego, idziemy do restauracji lub ja spełniam się przy garach, wznosząc się na wyżyny smaków.
Oglądamy mecz, film lub lądujemy w łóżku. Gadamy przy winie, albo przez telefon.

Miały być pierwsze święta z jego rodziną, wieeelką rodziną, goście, tradycje, ileś tam dni „tam”, non stop wieeelkie Boże Narodzenie.

Aż tu nagle, wtem!

Organizuję 10-dniową nieobecność. Transport kotów, przeloty, pakowanie. A najbardziej muszę zorganizować stan umysłu. C'est la vie. Prawie się cieszę, ale za często mam kiepskie sny.

Zamykam oczy i widzę cię lepiej niż
Ktokolwiek, kiedykolwiek widział cię

[Pablopavo, Dancingowa Piosenka Miłosna]

wtorek, 5 listopada 2013

Wichrowe wzgórza

Ostatnio było o weekendzie w czerwonych szpilkach. Tym razem, dla równowagi,
o kaloszach. Bo ja mam fajne kalosze, kolorowe, nietypowe. On ma fajnego psa, jak wilka, tylko wielkiego, jak niedźwiedź.

Ale zanim.

Gdy byłam małą dziewczynką chciałam wyjść za mąż za leśniczego. Gdy byłam większa, w ogóle o zamęściu nie myślałam i to dość długo. Potem wspominałam tu i tam, że ja to najchętniej do drewnianej chałupy pod lasem, z dużym piecem i dużym stołem dla przyjaciół – gości. I drzwi też będą duże drewniane, a okno duże z widokiem na dzikość. Otóż jestem w przyszłości. Już bardziej dorosła nie będę. I nagle wiem, że mam to czego chcę, mam kogo chcę. 

On wie jak się sadzi graby i dęby, pokazuje, gdzie w jego lesie urzędują bobry, wykład cały robi, jak trzeba palić w kominku i do tego intuicyjnie wie, jak mnie trzymać za biodra w uniesieniach. I jeszcze tłumaczy, że amg to właśnie to auto, w którym powinnam jeździć.

No to w tych kaloszach idziemy przez łąki i pola, kroki sadzimy duże, bo nogi mamy długie ( i zgrabne oczywiście ;). Szczypiemy się w pośladki. Głaszczemy psa (na melodię „4 pancerni...). Słońce zachodzi i jak mówi Babcia, „szara godzina” nastaje. Ta godzina, w której Prababcia ucinała drzemkę, zanim w listopadowe wieczory zaczynała czesać len.

A ja mam kilka myśli, oddzielonych soczystymi „brzydkimi” słowami. Ja se to (…...) wymyśliłam wszystko. A to dzieje się.

środa, 30 października 2013

jeśli możesz, to co czujesz, teraz podziel na pół

Ostatnie dni mają hektyczne tempo. Dzielę godziny, urywam je z czasu, który jeszcze powinnam spędzić w pracy, ale pędzę przygotować siebie i okoliczności domowe na spotkanie z R, szarpię chwile na swoje konieczności i przyjemności, obdzwaniam bliskich, którzy na to czekają.

Do tego ostatnie dni są mocno wyjazdowe, ale udaje się zobaczyć Jasną Górę, bo przecież nigdy nie byłam. Tłum, tłum, ale dokoła ludzi, te majestatyczne mury bronią ducha tego miejsca, więc nie byłam rozczarowana.

Jedziemy więc dalej, korporacyjne spotkania na drugim końcu Polski. Okoliczności przyrodnicze, relacje międzyludzkie, rozrywki integracyjne też podtrzymują dobre wrażenia,
i to wszystko jest ponad znudzenie i firmowe złośliwości.

Mam takie czerwone lakierowane szpilki. Polecam, są jak fetysz. Męski wzrok wślizguje się po nich od punktu, w którym cieniutki obcas dotyka ziemi, po linii bioder, biustu i dalej po szyi trafia w moje oczy. Jeśli nie odwrócę wzroku, trafiony – zatopiony.

Uwielbiam poznawać ludzi z takim samym, ale to identycznym poczuciem humoru. Mam więc nowego kolegę, gdy dowcipkujemy, sypią się iskry, aż świadkowie otwierają szeroko oczy. Co prawda, przez te czerwone szpilki musieliśmy ustalić granice, co jest żartem, a co już nie niewinnym flirtem, ale uwielbiam takie spotkania.

Jestem potwornie zmęczona. I niestety, najbliższy weekend raczej nie pozwoli mi wziąć oddechu. Muszę sprostać obecnością kilku osobom, które chcą w tym czasie ze mną być. A że na wszystkich mi zależy - nie ma opcji wyboru. Ale już kolejny.... proszę, niechże mam możliwość zniknąć w dziczy, w puszczy, w oparach wina, drewnianej sauny, z żubrami za płotem...
 
Pan pożarom i pani burz
Twoje oczy mi mówią, że tak dawno już poszybowały do słońca

Ładuję bombę w serce, mocniej bije
I czekam aż odpalisz lont
Chcę się zapomnieć - wiem, to mnie zabije
Nie czekaj aż zrozumiesz to...
[Jamal, Bomba, z doskonałej płyty "Miłość"]

poniedziałek, 14 października 2013

And we all seem to need the help

Older chests reveal themselves
Like a crack in a wall
Starting small, and grow in time
And we all seem to need the help
Of someone else
To mend that shelf
of too many books
Read me your favourite line...

 
Tak sobie dozuję i planuję to szczęście w parze. Zapobiegawczo, nawet nieufnie, obserwując, próbując, ważąc. A jednocześnie chowam się w Nim po czubek grzywki, z największą szczerą chęcią, jak w dobrze znane ciepłe łóżko. Nawet, co baaaardzo rzadko się dzieje, zdarzyło mi się zasnąć w środku dnia ułożona na „powierzchni przytulnej”, która mi bardzo gabarytowo odpowiada. R. jest jak bezpieczny cypel, z wyciągniętym ramieniem, żeby zawsze mnie do siebie przygarnąć.

Wiem, że gdybym zaraz wcisnęła zieloną słuchawkę, to za pół godziny mogłabym się przykleić całą sobą na jego niemal dwóch metrach ciepła. Ale jeszcze nie chcę go wciągać w to bagienko, które dziś się rozlało. Nie chcę powtórki z przeszłości.

Smutno, bo znów trzeba ratować bliską osobę z kłopotów, których sama chciała. 
Jak to zrobić, żeby pomóc i w to bez reszty nie wsiąknąć i nikogo nie wciągnąć?

Some things in life may change
And some things they stay the same
Like time, time, there's always time
On my mind
So pass me by, I'll be fine
[Older chests, Damien Rice]

piątek, 27 września 2013

every smile you fake

Rosół Crazy M. z domowym makaronem. Ulepiona w nowej kuchni dobra pizza. Mała Zośka właśnie skończyła dwa miesiące i jest jest przesłodka. Kręci głową ku czarno-biało-czerwonym obrazkom w książeczce, ślini mi ramię i jest podobna do ojca Magika. Dużo mówię o tym, nad czym pracuję. O tym, jak nad sobą pracuję. Jestem bowiem z przyjaciółmi. Ciepło no.

Za moment pokażę im R. Jest w tym jakaś obawa, bo trzeba zetknąć ze sobą stare i nowe, i oba ważne. Choć widzę, jak na samą wieść o tym, otoczenie reaguje uśmiechem i ulgą jakąś, że oto ja też być może wreszcie odnalazłam swój przystanek. Oby na długo, oby, R. nie ma co do tego wątpliwości. Ja głośno tego nie stwierdzam, ale w zaciszu czterech ścian snuję plany tak konkretne, jak romantyczne. Trochę mi z tym głupio, a trochę zajebiście.