Dobrych wrażeń z wyjazdu na bluesa w Suwałkach jest bez liku.
Choć są też wnioski, że bronią kobiety nie jest już seksapil, lecz asertywność i stanowcza uprzejmość. Mimo, że wydawało nam się, że nasze zmoknięte grzywki są skuteczną metodą odstraszania zawianych adoratorów - nie do końca tak było. Dwie dziewczyny i największy radziecki namiot na kempingu, to dla niektórych oczywisty i zachęcający komunikat.
Ale wracając do pozytywów, dzięki przyjaciółce E., pewnemu perkusiście, który uśmiechem zahaczał o mnie kilkanaście razy w Rozmarino i potężnej dawce muzycznej energii, to był bardzo udany weekend. Tylko muszę odrobić lekcje z historii polskiego bluesa, bo chyba trochę późno odkrywam takie perełki jak "Oślepił mnie deszcz" Breakoutu.
Wczepiam się każdą komórką w te miłe sygnały i ładuję baterie.
Dziękuję i proszę o jeszcze.
Nie wiem czy wiedziała że, gdy do niej śmieje się
Nagle mnie oślepił deszcz . . . i ją ukrył gdzieś
Znikła gdzieś w deszczu
wtorek, 17 lipca 2012
środa, 11 lipca 2012
anioły mode on
Liryczny solowy Rogucki pasuje mi do tonacji. Aż szkoda, że gitara wciąż na haku.
Aniołowie piją wino by nie wzdychać, tyle trosk
Zniosą wszystko nawet kiedy nie chcesz wierzyć, że tu są
[Rogucki, 95-2003, Anioły]
Aniołowie piją wino by nie wzdychać, tyle trosk
Zniosą wszystko nawet kiedy nie chcesz wierzyć, że tu są
[Rogucki, 95-2003, Anioły]
poniedziałek, 9 lipca 2012
W wielki mieście niebo jasne
Jak jasna cholera brakuje czasem takiej iskry, która odpali mi motorek w głowie i ,
za przeproszeniem, w dupie też. Kiedy taki impuls pojawia się w ludzkiej postaci, to trudno go zignorować, bo na ludzi akurat jestem wyczulona, ale czasem odczuwam takie pstryknięcia w nos częściej i niekoniecznie z realnego otoczenia.
Myślę, że mój Anioł Stróż rzadko rozstaje się ze słuchawkami i niewykluczone,
że w skrzydłach ma schowaną antenę radiową. Potrzebuję nieezoterycznej książki o aniołach, bo ewidentnie muszę merytorycznie zgłębić temat.
nad głowami anioł leci
od tej pory
komuś w życiu będzie znacznie lepiej
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
za przeproszeniem, w dupie też. Kiedy taki impuls pojawia się w ludzkiej postaci, to trudno go zignorować, bo na ludzi akurat jestem wyczulona, ale czasem odczuwam takie pstryknięcia w nos częściej i niekoniecznie z realnego otoczenia.
Myślę, że mój Anioł Stróż rzadko rozstaje się ze słuchawkami i niewykluczone,
że w skrzydłach ma schowaną antenę radiową. Potrzebuję nieezoterycznej książki o aniołach, bo ewidentnie muszę merytorycznie zgłębić temat.
nad głowami anioł leci
od tej pory
komuś w życiu będzie znacznie lepiej
kto nie poznał tych radości
niech spróbuje
znów pokochać kogoś jeszcze prościej
środa, 4 lipca 2012
looking for the summer
W lipcu niewiele rzeczy mi przeszkadza, bo czerpię z lata garściami, nie tylko dosłownie - porzeczki na babcinej działce. Gałęzie uginają się od owoców, z których zrobi się pyszne, zdradliwie mocne winko. Na Boże Narodzenie wypijam go całkiem sporo, więc ochoczo zbieram, mimo gromów nad głową i duchoty ogólnie panującej. Z innymi okołobabciowymi sprawami różnie bywa, ćwiczę cierpliwość, gniew nawet pokonuję, irytację gaszę, ale nie zawsze się udaje. Ale pracuję nad sobą.
Czerpię też z miejskich i wiejskich rozrywek okolicznosciowych, sama lub w grupie żeńskiej, która na szczęście też ochoczo uczestniczy. Lato to jest jednak to co lubię najbardziej. W Arsenale wystawa Shany Moulton, w amfiteatrze chór na festiwalu Vidovdan taki, że ciarki miałam jeszcze długo w nocy, kino plenerowe z muzyką na żywo, a za tydzień blues w Suwałkach, na który wybieramy się z moją drogą E. Mam nadzieję, że pogoda się ustatkuje, choć nie narzekam na upały, to wolałabym nie zostać porwana jak Dorotka z "Czarnoksiężnika z krainy Oz" z jakimś tornadem, zaplątana w tropik od namiotu.
Ot, niby dzień za dniem, ale nareszcie wypełnione jakimiś jasnymi promykami.
Czerpię też z miejskich i wiejskich rozrywek okolicznosciowych, sama lub w grupie żeńskiej, która na szczęście też ochoczo uczestniczy. Lato to jest jednak to co lubię najbardziej. W Arsenale wystawa Shany Moulton, w amfiteatrze chór na festiwalu Vidovdan taki, że ciarki miałam jeszcze długo w nocy, kino plenerowe z muzyką na żywo, a za tydzień blues w Suwałkach, na który wybieramy się z moją drogą E. Mam nadzieję, że pogoda się ustatkuje, choć nie narzekam na upały, to wolałabym nie zostać porwana jak Dorotka z "Czarnoksiężnika z krainy Oz" z jakimś tornadem, zaplątana w tropik od namiotu.
Ot, niby dzień za dniem, ale nareszcie wypełnione jakimiś jasnymi promykami.
wtorek, 19 czerwca 2012
Drogi Pamiętniczku,
gdzie miałabym to zapisać ku pamięci, jeśli nie tu?
Otóż dziś redaktor Stelmach pozdrowił mnie z okazji wczorajszych imienin,
za sprawą tego oto nagrania :)
Otóż dziś redaktor Stelmach pozdrowił mnie z okazji wczorajszych imienin,
za sprawą tego oto nagrania :)
piątek, 15 czerwca 2012
Nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w oka mgnieniu
Jestem zmęczona czekaniem na wtorek, kiedy na dobę lub dwie zostaję sama w mieszkaniu i czuję, że mogę głęboko odetchnąć. Nie ma permanentnie włączonego telewizora, nie ma znudzonego oblicza przed nim. Jest moja muzyka, moja posprzątana przestrzeń, moja świeca, moje dreptanie za kotami na balkon, żeby pogapić się na chmury między blokami. I pomigotać żarem z papierosa z facetem z naprzeciwka, jakbyśmy nadawali morsem na jakimś morzu balkonów.
Dopiero wczorajsza afera dopalaczowa odkneblowała ten cichy wkurw i pomogła wyartykułować cały żal o oszustwa, o posądzanie o ślepotę lub upośledzenie, o ignorancję i wykorzystywanie mojej nadmiernej skłonności do empatii. O marnotrawstwo życzliwości osób wokół. I pieniędzy też.
Co jest gorsze, bać się mówienia o tym, że coś się dzieje, czy bać się tego, co może się stać? Strach jest chyba najgorszym z możliwych uczuć, czego by nie dotyczył.
Zmęczona, pogubiona, zła.
A skupiona pani psycholog sprytnie doprowadza mnie do wniosku, że nikomu nie wyznaczę granic, dopóki nie określę ich w sobie. I po raz pierwszy uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Dopiero wczorajsza afera dopalaczowa odkneblowała ten cichy wkurw i pomogła wyartykułować cały żal o oszustwa, o posądzanie o ślepotę lub upośledzenie, o ignorancję i wykorzystywanie mojej nadmiernej skłonności do empatii. O marnotrawstwo życzliwości osób wokół. I pieniędzy też.
Co jest gorsze, bać się mówienia o tym, że coś się dzieje, czy bać się tego, co może się stać? Strach jest chyba najgorszym z możliwych uczuć, czego by nie dotyczył.
Zmęczona, pogubiona, zła.
A skupiona pani psycholog sprytnie doprowadza mnie do wniosku, że nikomu nie wyznaczę granic, dopóki nie określę ich w sobie. I po raz pierwszy uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)