wtorek, 25 marca 2014

8

A powroty są trudniejsze niż rozstania. Najpierw patrzę mu w oczy piwne, jasne i gorzkie jak pilsner i mówię, jak mi źle. Bo wyszło mu naprawdę źle. Tak źle, że już mi się nie chce planować, ani chwilowych atrakcji, ani życiowych kamieni milowych.

Potem jedziemy na rolki. Bociany ślizgają się po deszczowym niebie, my po asfalcie, a moja mina coraz mniej zachmurzona, bo do diaska czuję przyjemność. Napęd na miłość, za szybko, mam świetne kółka, ale trudno utrzymać równowagę, ćwiczę te ruchy, płynnie ma być jego mać, ma być pochylenie do przodu i swoboda, a najlepiej jazda bez myślenia.

Ale jedna noga mi się ciągle wykrzywia, hamować nie umiem, nie mówiąc o zawracaniu. A ten bezczelnie wozi te swoje dwa metry z gracją baletnicy i szybkością Bródki. I jeszcze mi się w tym podoba cholernie. Bo lubię facetów zgrabnych i sprawnych w ruchu. Ojjj lubię.

No to znów patrzę w piwne i rozmawiamy. Nie pokłóciliśmy się nawet. Szczerość w szczegółach wylewa się jak piana z kufla. Really? Znowu ja w serialu brazylijskim??

Nie wiem. Chyba chcę żeby się wprowadził, tylko po to żeby się przekonać. jaka jest prawda. Ile w tych rolkach tęsknoty za frajdą i wolnością, a ile zadowolenia z ćwiczeń, po to by mieć autentyczną satysfakcję.

To decyzja z serii, zobaczymy wóz albo przewóz. Jestem gotowa na kaca i zakwasy.

wtorek, 11 marca 2014

pokój w Białymstoku

Z mojego, tak zwanego dużego pokoju, do Ukrainy jest tyle, co do centrum Warszawy. Jadę do stolicy w następnym tygodniu, na jakieś korpo-szkolenie.

ALE czy w następnym tygodniu będę szykowała się na firmowe pranie mózgu, czy na to, że starszy marynarz R. może zostać zmobilizowany do pływania w odwecie dla Krymu?

Do granicy z Bialorusią jakies 60 km. Ludzie - "mrówki" jeżdżacy po ropę mówią mi, że mijają czołgi Łukaszenki. Do Obwodu Kalinigradzkiego nieco ponad 170 km. Tam, ludzie z którymi współpracuję, obserwują manewry wojsk, pojazdy opancerzone o świcie, nocne transporty sił sunące po szynach w kierunku granic.

Nie mów, że to Cię nie dotyczy.

środa, 5 marca 2014

co tu kryć

Czekam, aż marzec wystartuje. Na bociany czekam, zwłaszcza na jednego, długonogiego, aktualnie w cieplejszej Francji, czekam, żeby pocałować go czule w dziób. O rany, jak czekam.

Czekam, na to czy ten biznes, który przyprawia mnie o niezdrowe emocje, działanie w hektycznym tempie, ale też o rekordowe premie, utrzyma poziom. Dziś w korpo jestem przodownikiem pracy, ale ważniejsze jest to, że mam satysfakcję i mimo wszystko, że mam czas i apetyt na kolejne rozgrywki.

Czekam, lada dzień na Kult akustycznie, na to, aż mi się zechce znów regularnie trenować ospały nieco, po zimie, własny tyłek.

Czekam, na Ukrainę.

Wiosno, Давай! 


poniedziałek, 20 stycznia 2014

na palcach

Chwilę zaraz, tuż po uniesieniach. Dzwonił już budzik o 6.30, jesteśmy bardzo punktualni.... Rozmawiamy o byłych. Była brunetka, 175 cm, tak jak ja, mojej postury. Wściekła jestem, bo co ma do tego, że charakter zgoła inny. Ale przynajmniej piersi mniejsze. Oj śmieszne, może żałosne, ale wzięło mnie na zazdrość. Bo R. jest zupełnie powierzchownością odmienny od moich byłych.

Uwielbiam wspinać się boso na palce po buziaka. I gdy na 8 centymetrowych obcasach wciąż czekam, aż schyli głowę. Kocham moją przytulną powierzchnię jego klatki piersiowej, jak lotnisko, wielbię szczupłość jego bioder. Owija mnie nad ranem ramionami tak, że mogłabym się nie obudzić.

I czasami, aż strasznie myślę, że byłoby łatwiej nie obudzić się.

Ilość wyborów powoduje nerwowe reakcje. Przyszłość pomija łóżkowe dopasowanie gabarytów. Pyta o zdolność dzielenia przestrzeni i czy powinnam dać mu klucze do moich metrów kwadratowych. Czeka na odpowiedzi na niechciane pytania, czy na pewno mogę mieć dzieci? Czy mogę zamienić beztroskę nieskrępowanego picia wina do posiłku w pojedynkę, na funkcjonowanie w wielopokoleniowym domu, gdzie każdy rytuał ma sens? Czy mam siłę oddalić się od mojej codzienności, by zyskać naszą?

Uwielbiam wspinać się po tego buziaka. Uwielbiam jak się po niego schyla. Chciałabym, żeby była w tym metoda.


 
"ile można tak żyć na palcach"?

wtorek, 14 stycznia 2014

hormony kontra cukier

Nigdy nie lubiłam styczni. Styczniów może. Pierwszych miesięcy roku, w każdym bądź razie. Jakieś postanowienia noworoczne, których nie chce mi się robić, a jakoś czuję, że coś powinnam w tzw. życiu no. Zimno, panie, i samochodu nie chce się sprzątać w tych warunkach.

Korpo rzeczywistość też jakaś przymusowa. O sto razy bardziej wolę szukać materiałów do referatów, których nigdy nie wygłoszę, a wyobrażam sobie, że robię to koncertowo.

Mam zły wynik TSH i focha za tę pieprzoną odległość. I co? I zjawia się królewicz, uśmiechnięty, choć zapracowany i budzi mnie najcieplejszym z uścisków. Chcę to codziennie. 

Cukier:

 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

blues for christmas

Próbuję sobie przypomnieć ten rok, ale zaczął się 25 lipca.
Około 20.00 pierwszy raz zobaczyłam jego UŚMIECH.

Dlatego na te Święta życzę Państwu wielkiej miłości, wiary, że warto czekać i że trzeba wierzyć, choćby w najstarsze marzenia, życzę ciepła i bliskości. Żeby Nowy Rok przyniósł wiele dobra i był pod znakiem Anioła Stróża. Ten zaprawdę wiele może ;)