środa, 10 listopada 2010

Jestem jak jaskółka co wiosnę zgubiła i znów zima za dupę mnie trzyma...

Cztery dni wolnego, dom będzie pełen ludzi i kotów ( bo te, im więcej osób widzą, tym większą towarzyskość wykazują), ale brak konkretnych planów zagospodarowania czasu. Em dziś para się dj'owaniem w nowym klubie, w piątek pracuje, ja mam chęć na szwendy po województwie. Wszak I love Polska wschodnia.

Chęć została zgłoszona konkubentowi werbalnie. Trudno określić reakcję. Karmimy się wzajemnie tą dziwną listopadową energią, tak jak bodymaxem do śniadania.

'Mieszkam w całkiem innym miejscu Polski
i cierpię na syndrom sztokholmski.'
[Strachy]

niedziela, 7 listopada 2010

on and on

Z głębokim dołem, żeby nie napisać ze „stanem depresyjnym” jest jak z zakochaniem. Gdy człowieka dopadnie strzała amora, wydaje mu się, że wszystkie piosenki o miłości (a jak wiadomo niemal wszystkie są o miłości) odnoszą się idealnie do tego co przeżywa i właściwie to są o nim i o onym wybranku serca. Wiadomo też, że najlepsza muzyka powstaje z bólu istnienia, stąd znowu odczucie, że smutne kawałki zostały napisane o dole, który właśnie przeżywamy. Jest też kategoria piosenek o cierpieniu z miłości i te pasują właściwie na każdą okazję. (Patrz: „Już mi niosą suknię z welonem” grane jako pierwszy taniec nowożeńców ;))

Październik był najbardziej dołującym miesiącem od … od dawna no. Śmierć znajomej osoby, później śmiertelne choroby bliskich moich znajomych, musiały dotknąć w samo serce. Przy tzw. okazji okazało się, że połowa moich przyjaciół jedzie na mniej lub bardziej poważnych antydepresantach, ale w sumie nie mówimy sobie o tym. Co najwyżej można było się domyślać, bo nagle ktoś ograniczał lub odmawiał spożywania alkoholu.

Po miesiącu rozmyślania o doczesności, sensie cierpienia, bólu istnienia doszłam do pewnych wniosków. Niezależnie od tego, w co kto się aktualnie wpierdolił, wyjścia są dwa. Albo to przeżyjemy, albo nie.

inside my heart is breaking
my make-up may be flaking
but my smile still stays on...
[Queen, ofkors] 

sobota, 6 listopada 2010

dobry wieczór

Dzień umarł śmiercią naturalną. Nie wiadomo nawet kiedy zaszło słońce, po prostu codzienny zmierzch został rozmyty przez jesienny deszcz. Ale udawanie, że wszystko jest jak dawniej też przestało mieć sens.

Chociaż wiem żaden deszcz
 nie zmyje tego co w sercu noszę
mogę biec, szybko biec
lecz jest od siebie uciec najgorzej 

[Kayah, Nawet deszcz]