poniedziałek, 3 września 2012

off-road w welonie

Wieczór panieński Crazy M. przyprawił nas o uśmiechy na kilka dobrych dni i,
mam nadzieję, na każdą chwilę, w której będziemy go wspominać. Żwirownia, las, przeprawa przez rzekę, wyciągarka po zmroku, aby odkopać pięknego nissana patrola z błota, to kilka z  atrakcji jakie przygotowałyśmy przyszłej pannie młodej.

M. z dumą i honorem, w kaloszach i welonie z firanki, uczyła się jazdy w trudnym terenie, aby podołać w przyszłości również trudom małżeństwa: ruchomym piaskom, zdradliwym zakrętom, górkom, które niby niepozorne, a okazują się trudne do pokonania, uciążliwym warunkom środowiskowym... Takie zmagania, pewnie także w życiu, przynieść jednak mogą 100 kilo satysfakcji. A jej druhny ubawiły się tak, że do dziś mają zakwasy od linki i kręcenia kierownicą i banana na twarzy.

Chyba mam nowe, ekstremalne hobby, ale jeszcze boję się zaryzykować stwierdzenia, że może być to nasz instruktor 4x4 ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

pac pac plum

Sierpniowa deszczowa sobota, bardzo ładna.
Taka, że chciałoby się być kotem, zwinąć się w kłębek na kocim kocyku na parapecie, wyglądać przez okno i mruczeniem akompaniować śpiewającym smutnym kobietom.


piątek, 24 sierpnia 2012

Cytat podsumowujący

Pani Psycholog coraz bardziej oswojona. A może to ja otwieram się coraz bardziej? 
Kupiłam "Zwierciadło" a tam coś, o czym dziś rozmawiałyśmy.

"Zapominamy, o tym, że życie to nieustanna zmiana. A zapominamy między innymi dlatego, że jesteśmy totalnie odcięci od przyrody, która przecież nieustannie pozostaje w ruchu.

Rytm zmian biologicznych to proces niezatrzymywalny, a my też jesteśmy systemem biologicznym i też podlegamy tym zmianom. Tymczasem próbujemy je zatrzymać. Nawet jak w przełomowych momentach strasznie nam źle, niewygodnie, duszno, bronimy się przed zrobieniem kroku naprzód.
(...)
"ludzie boją się zmiany. Uciekają w chorobę, w nałogi, w wirtualny świat. Wmawiają sobie, że nic się nie zmienia, podczas gdy wszystko wokół staje się inne. Zużywają przy tym dużo energii na zakłamywanie rzeczywistości, co może być niebezpieczne dla psychiki, bo z jednej strony mają poczucie, że nie jest tak, jak starają się sobie wmówić, a z drugiej - to poczucie zagłuszają."
[Z wizytą u siebie, Alina Gutek, "Zwierciadło"]

środa, 15 sierpnia 2012

iiii wczesna jeeee-sień

Nic nie da udawanie, że to się nie dzieje. Nic nie da bohaterskie zakładanie sandałów, nawet gdy termometr wskazuje 15 stopni, z nadzieją, że „w ciągu dnia się ociepli”. 
Wiatr jest zimny, deszcz pada zbyt długo, wieczory są zbyt krótkie. Jesień, panie, 
za rogiem. Nawet jeśli w Szczecinie gorąco i grają na gitarze - jednego i drugiego zazdroszczę.

Są też znaki nieoczywiste. Jako zagorzała konsumentka balsamów do ciała, jestem szczególnie wyczulona na tzw okazje. Po powrocie z urlopu stanęłam w łazience przed półką z kosmetykami i odkryłam, że są tam jakieś nędzne resztki kremów z UV 30, tuby wyciśnięte i wykręcone w każdą stronę - obraz powakacyjnej nędzy. I co? I skuszona niską ceną, uprzednio sprawdzając datę ważności, nabyłam masło do ciała, uwaga, o zapachu trufli. W kuchni byłoby to raczej nie do zniesienia, w łazience jest całkiem przyjemne. Aromat ciasta, żeby nie powiedzieć Bożego Narodzenia, unosi się za mną, aż się moje kotki oglądają. Choć wolałabym jakiegoś kocura w męskiej skórze, bo celibat już mi doskwiera...

Kalendarz też już otwierałam na wrzesień, bo będę świadkiem (inaczej mówiąc starszą druhną? niebywała nazwa dla tej roli...) wstąpienia w małżeński związek Crazy M. i Grega. Bo narodzą się dzieci. Jesień będzie radosna i kropka.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Uparcie i skrycie

Powróciłam z urlopu, starsza o rok, z Puszczą Romnicką pod powiekami, z uwiecznionymi (w nowym canonie, poprzedni aparat został „zniknięty” przez nieznanego sprawcę podczas jednej z imprez) roześmianymi paszczami przyjaciół.

Rower na Mazurach Garbatych jest nieodzownym pojazdem, umożliwiającym kontakt z tym co najlepsze: pokaźnymi pagórami, pod które trzeba wjeżdżać bardzo pilnując oddechu, ogromnymi połaciami lasu, niebem, malowniczymi siedliskami rozrzuconymi pomiędzy zielenią krajobrazu, który wygląda jak nadmuchany materac pełen zagłębień i wzgórków, plamami jezior, bagien, kałuż na łąkach.

W każdą pogodę
potrafią dostrzec oczy moje młode
niebezpieczną twą urodę …

Powróciłam więc do rzeczywistości i nie uniknęłam irytacji. Ale nie warto o tym pisać. Zamykam oczy i przywracam sobie spokój podśpiewując to, cośmy niezbyt składnie, bo nikt do końca nie pamiętał tekstu, nucili podczas marszu w najzimniejszy dzień tych tygodniowych wakacji.

Choć barwy ściemniasz
Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz
Choć się marnie odwzajemniasz

Najlepsze podsumowanie tego, że oto wkraczam w czwarte dziesięciolecie żywota i zamierzam być szczęśliwa, tak mi dopomóż...

Kocham cię życie
kiedy sen kończy się o świcie
A ja się rzucam
Z nadzieją nową na budzący się dzień

poniedziałek, 30 lipca 2012

Moja siostra w ósmym miesiącu ciąży wygląda jak piękny rumiany owoc. Wciąż ma świetne, długie i szczupłe nogi, gładką skórę na twarzy, cudownie kształtny brzuch. Bardzo chciałam ją zobaczyć, trzygodzinna podróż po tygodniu służbowych zmagań nie mogła mnie powstrzymać. Dobry, rodzinny weekend. Znów dziękuję.

Podejrzewam siebie o reakcję nerwową na to samodzielne mieszkanie. To zaplanowane, codzienne sprzątanie, pokój, sypialnia, kuchnia, łazienka, szafka z naczyniami, szuflady w szafce przy łóżku... Zaciekła walka z dywanem, w rozmiarze od ściany do ściany, który sama jakąś nieopisaną siłą i sprytem wyciągnęłam spod wszystkich mebli i wymieniłam na dwa, nieduże niemal białe dywaniki w sypialni. Efekt jest tak dobry, że mam w dupie ich niepraktyczny kolor.

Istnieje ryzyko, że nadejdzie moment, gdy skończą się już zwykłe zakamarki do sprzątnięcia i ... zostanie tylko piwnica. A to już jest  wyzwanie, które faktycznie może wymagać przygotowania kondycyjnego, planu logistycznego i pustego kontenera na śmieci, na parkingu przed blokiem.

Za to za tydzień mam nadzieję siedzieć już w okolicach Gołdapi i chłonąć.
Wszystko, co w urlopie najlepsze.