czwartek, 8 listopada 2012

testosteron

Ma lodowate, jasne niebieskie tęczówki. Zdolność obserwacji, lubi działać i okazuje taką męską opiekuńczość, prosto z trzewi. Jak mówi stanowczo: „Mała, masz jak najszybciej wymienić tylną lewą żarówkę i jeździć bezpiecznie”, to robię się potulna i jadę do serwisu, choć normalnie odwlekałabym to, ze zwykłego lenistwa. Tak ma i już. Umie zreperować samochód i trenuje sztukę walki. Biceps zaś, ma jak stąd do Warszawy.
Bystry, z poczuciem humoru, co zresztą zwykle idzie w parze. Jutro się spotkamy.

Śmieję się do Małej M., że zaproszenie na randkę wywołuje u mnie raczej głupawkę, niż ekscytację. Ustaliłyśmy na przykład, że powinnam się ubrać tak, żeby wiedział że mam niezły biust, ale żeby wcale go w rzeczywistości nie widział. Moje zawoalowane cycki, w odpowiedzi na jego mięśnie widoczne nawet pod kurtką.

Nie słucha Trójki i raczej nie czyta Stasiuka. A tak mnie do niego coś przyciąga. I to się nie skończy bezboleśnie, choć jeszcze nie wiem dla kogo bardziej.

Everybody stands, as she goes by
Cause they can see the flame that's in her eyes
Watch her when she's lighting up the night
Nobody knows that she's a lonely girl
And it's a lonely world
But she gon' let it burn,....




sobota, 3 listopada 2012

c'est la vie

Wiatr i wilgoć psują mi grzywkę, zaciskam więc pasek od puchowej kurtki, żeby nadrobić look wąską talią. Takie babskie zmagania z zimo-jesienią. W miejscu, gdzie zmieniają mi opony na zimowe, czuję stuprocentowy testosteron i wdycham go nosem, wypuszczam ustami. Od razu prostują mi się plecy, wciągam brzuch, otwieram szerzej oczy. Adr wciąż w delegacji, ale esemesy i wyobraźnia utrwalają gotowość na te zagrywki z Marsa.

Zaduszki przyprawiają o łzawe mruganie, ale przyklejają też uśmiech szeroki i mimowolny, nawet gdy już jestem sama ze sobą w tych metrach kwadratowych. Bo uwielbiam spotkania z moimi przyjaciółkami, picie wina szeptem, bo mała córa Małej M. śpi, a następnego dnia picie wina na całe gardło, bo oglądamy u mnie „Magic Mike'a” - film o striptizerach.

Oglądam kocert w tv u Babci, „Życia mała garść”, wzruszam się niemożliwie, bo tak krótko, tak „mało”byłam z moimi rodzicami. Zaciskam tę garść i unoszę kąciki ust. Bo lubili się śmiać, bo lubili spędzać czas z roześmianymi ludźmi, tak jak ja.

piątek, 26 października 2012

Jestem anonimowym melancholikiem

Siedzę przed Panią P., za oknem pierwsza zamieć, jej mać. Oto nadchodzi listopad. Rozmawiamy o tym, skąd bierze się lęk i poczucie obowiązku. Dlaczego z przyjaciółmi
o problemach rozmawiam w formie żartów.

Czekam sobie. Przy „Mentaliście”, przy sycylijskim Nero d'Avoli, przy kotach, ściągających w regularnej gonitwie zasłony z żabek na sypialnianym oknie. 
Na kawę z Adr'em, na jakiś offroadowy wyczyn, na chętnych na bałkańską potańcówę. Październik miesiącem czekania. Nie ma co narzekać na pogodę, listopadzie przybywaj, bo robię się niecierpliwa.

Jutro alkohol ujdzie sobie
i nie wróci podpytać co z wieczorem zrobię.
Legendarne w tych stronach umartwianie
jutro straci moje zainteresowanie.

Już jutro spalę kwity na wszelkie moje debity
Jutro połamię kije za wszystko sam obiję
Jutro odkryję skąd dokąd z czym iść
Już jutro, bo jeszcze nie dziś
nie dziś...

Jutro niebo zniży wysokie progi
w sami raz na moje wyciągnięte nogi.
Wyznaję, jestem anonimowym melancholikiem,
ale jutro ściągam buty z kamykiem.

[Już jutro, Lao Che/Soundtrack]

czwartek, 18 października 2012

If you treat me fairy I'll give you all my goods

Jesienne słońce migało między żółtymi liśćmi, ulubiona Suwalszczyzna migała za oknem samochodu, INXS z radia na całe gardło. Pewien ciężar, który spadł mi z głowy wczoraj też chyba miał znaczenie w odbiorze dzisiejszego dnia. Mily patrol straży granicznej, który mnie zatrzymał, pozwolił obejrzeć okazałego land rovera defendera - co za piękne auto!

Ciepło, kolor, szelest, ptaki – wszystko intensywnie blisko.

No i nic tak dobrze nie robi kobiecie ogólnie całościowo, jak zainteresowanie miłego faceta. Odważny, choć chwilami dawał się ponieść dwuznacznościom wymienianych zdań i robił się łobuzerski. Nadmienił „przypadkiem”, że trenuje i że ma samochód, ale na szczęście gładko wszedł w rozmowę o wrażliwości na ładne widoki.

Mam wrażenie, że to jednak dziewczyny mają niemały wpływ na zepsucie płci męskiej. Widzi taki, że musi imponować okazałą skądinąd klatą i lśniącą blachą auta, więc od tego zwykle zaczyna, jak taranem. A pomiędzy tymi wtrętami wyłazi z gościa zwykła sympatyczność. Bardzo męska sympatyczność. Przecież takie rzeczy trzeba w chłopakach, w tych hipsterskich czasach chronić i pielęgnować!

Nawet nie jestem do końca pewna jak ma na imię, nazwijmy go więc roboczo Pan ADR. Spotkaliśmy się rano służbowo, potem przyszły dwa esemesy, a po południu odebrałam telefon i pytanie, czy dam się zabrać na kawę. Nom. Normalnie się dowartościowałam. 
 
No need to read between the lines, spelled out for you
you can't go wrong when you value a woman's worth ;)

środa, 10 października 2012

niekoniecznie o mężczyźnie

Choruję i to jest czas dla mnie. To jest czas kiedy spotykam różnych ludzi (oraz owady) i zastanawiam się, czy to, że są tak świadomi, to zrządzenie losu, czy przypadek?
Że z ulicznym grajkiem śpiewam pieśń dzieciństwa, która kojarzy mi się z plisowaną spódniczką, wirującą, gdy mama i tata jej, tej spódniczce, kibicują, że aż ostatnia w tym roku biedronka z nieba ląduje wtedy na moim ramieniu?

Hej, J., każesz mi przekładać nogi podczas hybrydowego pedicure, a ja się chwalę, że jestem po wyjątkowych zajęciach jogi, więc pozbędę się zakwasów. A w gruncie rzeczy doceniam, że słuchasz, pytasz i rozumiesz, co do Ciebie mówię. Że ty mówisz, że niestety ale masz wiele planet w znakach wodnych. Że Raki i Ryby nie są dla nas, Ognistych. Ogólnie narzekamy. Że nie ma jak, po prostu, nie ma jak poznać faceta między domem a pracą., a portale randkowe grożą banałem i przypałem i w ogóle nie są dla takich jak my, w trampkach. No chyba, że byłybyśmy z Oslo, ale nie jesteśmy... Że Hashimoto nie jest najgorszą chorobą na świecie, ale bierze się ze stresu po trzydziestce i trzeba skoncentrować się na sobie. Że właściwie każdy musi przepracować rodziców i że nieudane związki to żniwo, które musimy zebrać, ale następne sianie należy do mnie i do Ciebie J. Może po prostu przetańczymy kiedyś noc.

Miłe popołudnie. Jak ten opatrunek założony na odcisk. Czyjaś troska o moje zaniedbania. Cena owszem, obciążająca konto. Wrażenia za to trudne do wycenienia.

środa, 3 października 2012