wtorek, 11 czerwca 2013

i will survive ;)

Ciocia dobra rada z wewnątrz głowy mówi: zajmij się sobą. Jedz 4 x dziennie, ćwicz z Chodakowską, nie pij wina bez okazji towarzyskiej. Nie wpierdalaj się w problemy okolicznych, jakby były twoimi własnymi.

Tak też zrobię. Mimo tego, że były ma nową, a ja trafiam na "dowodowe" zdjęcia najpierw przypadkiem, a potem z premedytacją. Owszem boli, ale nie zazdrość lecz jakieś poczucie obwiniania, że oto się ułożył, a ja nie.

Nie chcę tego, jak boni dydy nie chcę, więc wracam do pierwszego planu z pierwszego akapitu.

czwartek, 6 czerwca 2013

Get Back

Mam chęć postawić zasieki. Odciąć się od... no właśnie. Od przeszłości, tzw. reszty?
Od tego, że to co dostaję teraz, jest konsekwencją tego, co dawałam wcześniej? Albowiem dawałam z serca. Z przekonania. A dziś „nagle” zdaje mi się, że błędnie. Ale zaraz pojawia się myśl, że nie, że taki był czas...

Mam ochotę na radykalne posunięcia, lecz brak odwagi tłumaczę dobrem najbliższych.
Dziś o tym rozmawiałam, gdzie są granice cierpliwości, gdzie jest moment, żeby piznąć wszystko...

Wracam do domu, w planach ma pranie, myślę nad musztardowym sosem do kurczaka, ale jeden sms wyprowadza mnie z równowagi. I wracam do zgubnego schematu, a od poniedziałku myślałam, że jestem od niego... kurwa, no wolna, no.

W głowie przeprowadzam dialogi i te dobre i te trudne.
Rzeczywistość weryfikuje je na bieżąco.

Dobry nastrój, żeby wcisnąć gaz do dechy.


niedziela, 2 czerwca 2013

You&I bloodlines

10 rano, snuję się w szlafroku z oczami zalepionymi przydługim snem, telefon. Wiem, że zaraz w pośpiechu będę brała prysznic, pakowała stos ciuchów do szafy (ch...a pani domu ;) i tańczyła na palcach w kuchni, żeby zdążyć zjeść śniadanie. Bez pudła.

Bezbłędnie od początku fizycznie jesteśmy jak puzzle. Siła, ciepło, wzrok, temperament. Ruchy, dłonie, uścisk, humor. Oczy, ramiona, pośladki. Gadanie. Wzajemny pociąg, w każdym geście.

Po południu zamykam za nim drzwi. Nie wiem, czy myśli mam tysiąc czy jedną.

piątek, 24 maja 2013

Nie przegonię ręką z czoła czarnej chmury

W piątki często chodzę z głową większą niż ja cała, a że mi wzrostu nie brakuje, to czasem czuję się jakbym grzywką zahaczała o sufity. I nie, nie bujam w chmurach, raczej tłukę czołem w rzeczywistość.

Jedna z ważnych rozmów z Panią P., o blokadach, strachach i złościach. Uwielbiam celność jej pytań, po których otwierają mi się szufladki we łbie, choć wrażenie jest takie, jakby to były kamienne wrota, takie jak z jaskiń-labityntów z „Indiany Jonesa” i towarzyszy temu snop oślepiającego złocistego światła, gdy się otwierają. Tadaaam!

Po czymś takim wchodzę do biura i usiłuję uziemić się w korporacyjnych stresach, podejść do nich poważnie, ale cóż kiedy zawieszam się we wspomnieniu wczorajszych ADR'owych ramion przesilnych. 



 
„Te kłamstw oceany
Te niedobre przeczucia
Latające dywany
Nagłe serc ukłucia

Idzie na burzę idzie na deszcz „

czwartek, 2 maja 2013

Tommorow, for sure

Mam takich kolegów, co ogarnięci są, co kochają swoje kobiety i dbają o swoje dzieci. Mam wśród nich takich, których spotykam raz na rok. I dzięki którym wiem, że Nosowska miała rację, że trza czekać na "sowę" choć "wróbli", całkiem niezłych wokół, kręci się wiele. I że wciąż mam ochotę na użycie tej gitary co wisi na haku, a tak ładnie gra, gdy się ją dostroi do majowego weekendu.

I oni też motywują mnie do tego, bym po polsku, od poniedziałku spróbowała nowej formy treningu. M. mówi bowiem, nie lękaj się... Jeśli 15 minut będziesz truchtała,  a potem powłócząc nogami wrócisz do domu... Nie będzie wstydu.



czwartek, 25 kwietnia 2013

Złota kula z diamentami

W życiu współczesnej samotnej kobiety nie brakuje wyzwań. Trzeba na przykład realizować korporacyjny budżet i sprzedawać się firmowej publice, prezentując entuzjastycznie niekoniecznie korzystne tabelki. Nadrabiając energią, tempem i wyprężoną optymistycznie piersią. Na szczęście z fenomenalnym skutkiem.

Trzeba znaleźć takie miejsce parkingowe pod blokiem, żeby sąsiedzi myśleli, „skubana, wcisnęła się tak, że nie rozjeżdża trawnika i nie ryzykuje zarysowaniem lakieru”. Trzeba tachać siaty i udawać, że to świetnie, bo to doskonale rzeźbi ramiona.

Trzeba zdążyć zaplanować urlop tak, żeby umyć okna, rozwiesić wiosenne firany i ugościć nadciągających ze stolicy najbliższych i jeszcze mieć czas tylko na osobiste opalanie bicepsa w ładnych okolicznościach przyrody.

I jeszcze mieć cierpliwość i miłość, żeby czekać. Czekać na siłę, ciepło, humor i zazdrość. No kto by nie chciał? Ja chcę, ale jest to wyzwanie.