czwartek, 11 lipca 2013

And so it is

Im więcej pracy, tym więcej męskich spojrzeń, taka branża.

life goes easy on me
most of the time

Mam taką kieckę-tubę, mocny błękit, jak bandaż owija różnicę między biodrami i talią. Niepotrzebnie o niej zapomniałam, och, dziś już to wiem. Stu stuk stuk sandałkami na obcasach przez parking. Czuję, że całkiem fajny Olsztyniak, który nie dość, że błądził tuż za mną po okolicznych ulicach samochodem, to zblokowałam go autem pod firmą, idzie teraz za mną i wisi mi wzrokiem na wysokości końca suwaka, nisko na plecach. Spędzamy jeszcze ze sobą pół godziny, razem czekając na klienta delikwenta, pijąc kawy różne jak negatyw. Poprawnie sympatyczny, zupełnie jak ja. Aż mam ochotę polecić mu najlepszy podlaski kwas chlebowy, o który pytał. Ale jakoś nie.

and so it is
the shorter story
no love no glory
no hero in His skies

Ale ja, mimo że robię dobre wrażenie, gubię fakty. Nie skręcam tam, gdzie trzeba. Szukam dokumentów, które leżą przed nosem.
Bo.
Nocne esemesy niby bardzo nierealne, a ja czuję ten zacisk wszystkich palców na biodrach. Ulubiony, dopasowany, wytęskniony. Bujam więc w obłokach.

did i say that i loathe you?
did i say that i want to leave it all behind?
i can't take my mind off of you
'til i find somebody new

środa, 3 lipca 2013

show me your boobs

Jest w tym jakaś niesprawiedliwość, że uprawianie sportu przyprawia kobiety o większe koszta niż facetów. Powiedzmy takie bieganie. Trąbią wszem i wobec, że BUTY są najważniejsze. Że muszą amortyzować, być wygodne, po prostu dobre. Najlepsze nawet buty nie zamortyzują dystansu, jaki pokonuje damski biust w trakcie najmniejszej nawet przebieżki. Byłam w szoku, jak można mieć zakwasy na cyckach?

Otóż wracam do bardziej wyczerpujących form aktywności, na obiegowym w moim nowym klubie skacze się ile fabryka dała, robi się pompki z podskokiem, wbiega na oponę od traktora... I tak dalej. Ćwiczenia stacjonarne są w mym mniemaniu li i jedynie po to, by nie wyzionąć ducha i zrównoważyć oddech.

Poszłam więc, nierada ale przekonana o słuszności wyboru, do sklepu po stanik sportowy. 
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Jest taki, najnowsza kolekcja (połączenie różu z turkusem i znaczek wygiętego kota), ale raczej nie do biegania... Trafiam wreszcie do niepozornego sklepu dla biegaczy. Uśmiechnięty pan wypytuje o miary, macamy materię, oglądamy regulacje ramiączek, ja mierzę niestrudzona i wspólnie osiągamy sukces.

Stanik leży jak zbroja. Jeśli będzie prognoza na jakieś trzęsienie ziemi (lub prawdopodobną detonację bomby – Zdmuchnięty) na pewno go założę. Pomijam fakt, że od razu czuję się lżejsza. Nie tylko o kasę.

sobota, 29 czerwca 2013

Ta ostatnia sobota

Podsupraska zieleń ładuje energią. Spacer Siłą Rzeczy zamieniam w marsz, aż towarzyszki protestują. Jest nas trzy, plus mała istota w wózku. Poza tym nic się nie zmieniło. Leżę w koniczynie i patrzę jak w sobotę białe smugi przepływają po niebie. Raczej rześko, jak na koniec czerwca. Alkierzowy obiad, kwas chlebowy, gadanie o codziennościach. Jak dobrze być z przyjaciółkami.

Przeglądam strony o crossficie, zgłębiam prawidłowe wykonania burpees, nawet wyciągnęłam uchwyty do pompek. Taka zajawka. Jak mówi młodzież „taka sytuacja”.
A ja się cieszę :)

czwartek, 27 czerwca 2013

I widzę Cię

Miałam dziś napisać o tym, że zaleję tęsknotę własnym potem i uduszę bólem mięśni, bo pierwszy w życiu trening obwodowy wyglądał na taki, który mi w tym bardzo pomoże. Jak jakiś obóz przetrwania, heh, pełna koncentracja od stacji do stacji, ale z kopem radości z wysiłku.

A tu usiadł przede mną mądry facet i jego życie. No i jego temperament. I choć doszłam już do pewnych wniosków w trakcie ostatniego tygodnia, to dziś się w nich tylko utwierdziłam. No jasne, że błysnął lodowatym niebieskim okiem, że musiałam macnąć te ramię wszechmocne, że uwielbiam jak mnie rozśmiesza. Ale chyba sobie poukładałam w łebku to i owo, bez histerii.

Niemniej jednak, jutro wyruszam na kolejny trening. Chcę być niezniszczalna :) 
I spokojna. I mieć fajnego hmm przyjaciela. 

A dziś w radio taki staroć olaboga:




poniedziałek, 24 czerwca 2013

POWER PUMP

Świat się kręci.

5 lat studiowania Baumana coś dla mnie znaczy, a w niedzielę zupełnie przypadkowo trafiam na wiadomości w TP1, gdzie pokazują zbojkotowany wykład. Do tego artykuł w neewsweeku, moje miasto nie jest takie, jakim go widzę lub chcę widzieć. Wielokulturowe, przyjazne, otwarte.

Ludzie z kraju dopytują, nawet dzwonią, a ja niezaangażowana, wiem tyle ile w gazecie napisali, ale przykro mi.

Słońce czerwcowe kochane, między chmurami, duszno. Ale nie narzekam, zmieniam fitness club na bardziej „południowy”, muszę dać sobie wycisk. Wszak endorfiny zrobią mi dobrze, to mam już przećwiczone w tzw. życiu. A Zdmuchnięty pisze mi „napierdalaj”. Najlepsza rada ever. Kto może niech trzyma kciuki.

;)


wtorek, 11 czerwca 2013

i will survive ;)

Ciocia dobra rada z wewnątrz głowy mówi: zajmij się sobą. Jedz 4 x dziennie, ćwicz z Chodakowską, nie pij wina bez okazji towarzyskiej. Nie wpierdalaj się w problemy okolicznych, jakby były twoimi własnymi.

Tak też zrobię. Mimo tego, że były ma nową, a ja trafiam na "dowodowe" zdjęcia najpierw przypadkiem, a potem z premedytacją. Owszem boli, ale nie zazdrość lecz jakieś poczucie obwiniania, że oto się ułożył, a ja nie.

Nie chcę tego, jak boni dydy nie chcę, więc wracam do pierwszego planu z pierwszego akapitu.