wtorek, 6 sierpnia 2013

32

Taki sierpień to ja mogę codziennie :)




niedziela, 4 sierpnia 2013

flojdzi o tęsknocie, po pierwszej nutce

Obserwuję liczby wokół znajomości i mam pozytywne wnioski. Siedem dni i siedem przepysznych róż, dwugodzinne połączenia zza zachodniej granicy, jeden kleszcz porandkowy. Bo jakoś tak do lasu i nad rzekę nas ciągnie. Cztery spotkania.

Jestem dobrej myśli. 


poniedziałek, 29 lipca 2013

Komary i amory

Po niedzielnym długim marszu wzdłuż starorzecza i przez las, mam łydki tak ścięte przez małe wredne insekty, że teraz muszę kroczyć przez ten miejski upał odziana w zwiewne długie suknie lub spodnie.

Ale ja lubię upał i lubię rozlewiska rzek, zwłaszcza w uśmiechniętym, interesującym towarzystwie kogoś, komu sięgam pod ramię. Bo to jakiś gabarytowo dobry układ jest.

Przyjeżdża, dzwoni, angażuje się chyba? I znów przyjedzie, a ja kombinuję,
gdzie by tu na spacer z R.

piątek, 26 lipca 2013

R. na zdrowie

Mierzę wysokość obcasów. Niepotrzebnie, jak się okazuje. Jest dwumetrowcem, ale bez wąsów, na przekór Tymańskiemu. Przypomina mi kolegę ze studiów. Takie same uśmiechnięte opowieści i być może tembr głosu. Dobry tembr.

Znajomy znajomej. Marine, stolarz i motocyklista. Połączenie spokoju, uśmiechu i zdecydowania. Jak w lustrze, łącznie z ascendentem. Ale nie znam człowieka przecież. No to się umówił ze mną na wszelki wypadek jeszcze raz, na niedzielę. I dzwonił. I mówił, że zadzwoni. Na humor +10. Na zdrowie.

Blokadki i szufladki w głowie dają znać. Ale ma być ładna pogoda.

czwartek, 18 lipca 2013

People

Jest jednak coś, co się we mnie tli, jak śpiewa Edyta. 
Jakkolwiek by to patetycznie nie brzmiało, tak sobie dziś pomyślałam.

Myślą o mnie, gdy wyjeżdżają z miasta i chcą mnie mieć ze sobą, przysyłają smsy „uśmiechnij się” w porze obiadowej, zaczepiają na fejsie, pisząc dobre rzeczy. Proponują wspólne samobójstwo na obozie sportowym crossfit w ramach urlopu. Sympatyczności. Niektórzy mówią nawet, że jestem Miszel Fajfer i że trzeba oswoić nietoperza, jak Batman.

Ludzie moi. Serce roście. 
 
Dobra myśli, której nie przywabi,
Choć kto ściany drogo ujedwabi,
Nie gardź moim chłodnikiem chruścianym;
A bądź ze mną, z trzeźwym i z pijanym!
[no ba, Pieśń II, Kochanowski J. ]

 
bardzo dziś nostalgicznie i rzewnie, ale kurwa taka jest prawda :)





God knows what is hiding in those weak and drunken hearts
Guess he kissed the girls and made them cry
Those hardfaced queens of misadventure
God knows what is hiding in those weak and sunken eyes
Fiery throng of muted angels

poniedziałek, 15 lipca 2013

Szanta lipcowa

No co. Jezioro, las, gitara, ognisko, nikt nie lał się po pyskach, bo na tychże widać było wyłącznie szerokie uśmiechy. Mokro, padało regularnie, tak, że namiot suszyłam w domu,
a koty miały zabawę.

Nawet jako popularna ciocia całej czeredzie dzieciaków (tak, są ludzie, którzy spokojnie zabierają niespełna roczne dzieci na biwak i te dzieci też są wyluzowane i szczęśliwe) wypoczywałam na łonie mazurskim, w podobozowych żeglarskich okolicznościach.

Jedna tylko chmura mnie zmartwiła. Taka, co mi „każe” trzymać dystans, jakbym się bała, że ktoś się zbliży zanadto, a ja nie ufam.