poniedziałek, 14 października 2013

And we all seem to need the help

Older chests reveal themselves
Like a crack in a wall
Starting small, and grow in time
And we all seem to need the help
Of someone else
To mend that shelf
of too many books
Read me your favourite line...

 
Tak sobie dozuję i planuję to szczęście w parze. Zapobiegawczo, nawet nieufnie, obserwując, próbując, ważąc. A jednocześnie chowam się w Nim po czubek grzywki, z największą szczerą chęcią, jak w dobrze znane ciepłe łóżko. Nawet, co baaaardzo rzadko się dzieje, zdarzyło mi się zasnąć w środku dnia ułożona na „powierzchni przytulnej”, która mi bardzo gabarytowo odpowiada. R. jest jak bezpieczny cypel, z wyciągniętym ramieniem, żeby zawsze mnie do siebie przygarnąć.

Wiem, że gdybym zaraz wcisnęła zieloną słuchawkę, to za pół godziny mogłabym się przykleić całą sobą na jego niemal dwóch metrach ciepła. Ale jeszcze nie chcę go wciągać w to bagienko, które dziś się rozlało. Nie chcę powtórki z przeszłości.

Smutno, bo znów trzeba ratować bliską osobę z kłopotów, których sama chciała. 
Jak to zrobić, żeby pomóc i w to bez reszty nie wsiąknąć i nikogo nie wciągnąć?

Some things in life may change
And some things they stay the same
Like time, time, there's always time
On my mind
So pass me by, I'll be fine
[Older chests, Damien Rice]

piątek, 27 września 2013

every smile you fake

Rosół Crazy M. z domowym makaronem. Ulepiona w nowej kuchni dobra pizza. Mała Zośka właśnie skończyła dwa miesiące i jest jest przesłodka. Kręci głową ku czarno-biało-czerwonym obrazkom w książeczce, ślini mi ramię i jest podobna do ojca Magika. Dużo mówię o tym, nad czym pracuję. O tym, jak nad sobą pracuję. Jestem bowiem z przyjaciółmi. Ciepło no.

Za moment pokażę im R. Jest w tym jakaś obawa, bo trzeba zetknąć ze sobą stare i nowe, i oba ważne. Choć widzę, jak na samą wieść o tym, otoczenie reaguje uśmiechem i ulgą jakąś, że oto ja też być może wreszcie odnalazłam swój przystanek. Oby na długo, oby, R. nie ma co do tego wątpliwości. Ja głośno tego nie stwierdzam, ale w zaciszu czterech ścian snuję plany tak konkretne, jak romantyczne. Trochę mi z tym głupio, a trochę zajebiście.

środa, 25 września 2013

Slajdy jesienne

Litewski Bałtyk jest szaro-złoty. Huczy, wieje, chłoszcze zimnymi kroplami. Oszałamiający.

Oczy mu się śmieją bez przerwy. Gubimy numer do apartamentu, w którym mamy nocować, a pora już późna. Oczy mu się nadal śmieją, ale są skupione, uważne. Wszystko jest dobrze, spokojnie, w tempie. Bezpiecznie.

R. wreszcie mówi mi o przeszłości. Nieco się odwzajemniam. Znów wspólne wrażenia.

środa, 18 września 2013

I can stand up and face the world

No to jestem w związku. W związku z tym mam na przykład męską kosmetyczkę na pralce. Poznaję jego mamę, siostry i psa – niedźwiedzia. Poznaję jego dłonie, a one mnie.
Spokojnieję.

(haha, a z tyłu głowy – co i gdzie piźnie, skoro jest tak dobrze?).

Byłam na bluesowym koncercie ulubionego trio z Krakowa. I tak, mogę powiedzieć, że „love keeps lifting me higher”. Znów kołyszę biodrami, mam proste plecy i kuloodporną kamizelkę na życiowe zawirowania. Jakkolwiek naiwnie by to nie brzmiało, tu i teraz jest dobrze.

'So keep it up, quench my desire
And I'll be at your side forevermore'

13.09.13

Patrzę w oczy Pani P. i widzę jak się śmieje. W oczach jej widzę, bo na zewnątrz profesjonalnie ledwie daje temu znak. Oto jestem zadowolona. To tak na początek. I mam wrażenie, że ją też to raduje. Ale jak zawsze, początkowa deklaracja w trakcie rozmowy zmienia zabarwienie, przecież się tego spodziewałam, ale ogólnie – mam wrażenie, że obie nas cieszy dobra perspektywa no. Tysiąc trafnych pytań. Dziś jakby bardziej bezpośrednio.

Tak, tłumaczę się przed nią, a tak naprawdę przed sobą. Tak, lękam się. Tak, nie wiem skąd to czarnowidztwo. Skąd te wewnętrzne zmagania. Mówię, że chciałabym mniej się zastanawiać i być chciwa. Nie mieć problemu z tym, że tak dużo dostaję, podczas gdy zwykle to ja dawałam.

Slajdy z tej klaty do przytulania, z całowania w jeziorze, z oczu, gdy zalewa mnie rozkoszą.

Tak na poważnie o tym myślę. Przypadkiem ktoś nas ze sobą złączył. 
Nie przypadkiem pasujemy.
 
'Cause in my life
Things are built on
Constant surprises
Coming my way
Some call it coincidence
But I like to call it fate'

[Litlle Dragon, Constance suprise]

poniedziałek, 2 września 2013

Kto jak nie my

Trafiłam na artystę, który wie co to miłosny akt. Dzieło sztuki, sztuka kochania. Resztę niech osnuje tajemnica alkowy.

W sobotę, wedle zaleceń „kelnera” z oczami jak węgielki, prawą ręką podnoszę do ust tatarskie kołduny, popijam rosołem z indyka i jestem w kulinarnym niebie.Dobę później pływam, a fale ulubionego Płaskiego, ciepłego jak herbata, choć powietrze na zewnątrz dużo zimniejsze, zapierają dech. Ostatnie dni lata, nie mogły być lepsze.

R. dba o mnie na każdym kroku. Przynosi kwiaty. Interesuje się. Wyprzedza życzenia. Ale to jest margines wrażeń. Bo największe odnoszę, gdy prasuję białą bluzkę do pracy w poniedziałkowy poranek i zaskakuje mnie to, że budzi się we mnie jakaś tkliwość, gdy patrzę jak pije kawę na kanapie. I to jest novum.

Mówi mi, gdy już jest setki km stąd, że skoro jeden plan tak doskonale zrealizowaliśmy, to kolejne są tylko kwestią czasu. „All we need is just a little patience”.

No bo kto.