piątek, 15 maja 2015

dot.com

Jestem w kropce. Kropeczka okrągła, przewracam się w niej od dłuższego czasu, jak w bębnie pralki. Mam dylematy przyziemne, pudelkowe. Gminne. Może za mąż bym poszła, a może chciała mieć dziecko. A czasami o zgrozo, bardziej chciałabym mieć kolczyki i dżinsy z dziurami, albo też chciałbym mieć efekty w boksie. Zapisałam się na treningi, cierpię zakwasy, chowam cycki, pracuję nad tym, by biodra nie pracowały jak na lekcji latino.
I se myślę, że w ogóle w życiu powinnam trzymać gardę. Kropeczka się obraca.

piątek, 20 marca 2015

Rusza mnie to

Bo nad głową latały mi dziś samoloty bardzo niepasażerskie.

Wojenka Lao Che


piątek, 13 marca 2015

Nie powiem Ci, jak żyć, ale warto brać w swoim życiu czynny udział

Po styczniowym szoku, lutowej beznadziejności nadszedł marzec, któremu nie pozwoliłam, by miał charakter. Stłamsiłam go nakazami. Moje nakazy, tak jak wewnętrzne postanowienia, są zależne od zbyt wielu czynników, np. tego czy zimno i piździ, więc musiałam sięgnąć po środki zewnętrzne. Pomyślałam sobie, czego nie robiłaś nigdy? Z czego szydziłaś? Co Cię ciekawi? I jeszcze parę innych pytań sobie zadałam.

I poszłam na siłownię. Tak, na pakernię, gdzie hardkorowe koksy w każdy poniedziałek – międzynarodowy dzień robienia klaty – modlą się do żelastwa stojącego, leżącego, unoszonego nad głową. Żałuję, że picie wódki na siłowni jest pozbawione sensu, bo przed niektórymi wyczynami walnęłabym sobie chociaż 25g, żeby zobaczyć to z innej perspektywy. A wygląda to zupełnie bez sensu. Siadasz, sapiesz. Minuta przerwy. I tak jeszcze 2 razy. Przesiadasz się, czy tam przekładasz, sapiesz. Repeat.

Intuicja mnie jednak nie zawiodła. Trafiłam na S. Taka bardziej umięśniona Marylin Monroe w legginsach. Piękna, mądra i dobra. Ale bezlitosna... „Ja Ci mówię kiedy koniec!” gdy oszukuję z powtórzeniami.  „Gdzie jest uśmiech?!”, gdy wyraz cierpienia na mej twarzy wzruszyłby nawet Putina, „Jeszcze raz!” gdy leżę i mam drgawki.


To był bardzo dobry pomysł. Bardzo się rozwijam kulinarnie pakując pudełka z odpowiednią ilością węgli i białek do pracy. Bardzo lubię jak ktoś kieruje moim życiem  z poważnym uzasadnieniem, że to dla mojego dobra. Mam nadzieję, że w następnym życiu pójdę do wojska zamiast na siłownię. Dyscyplina robi mi dobrze na głowę.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Wielka dama znów tańczy sama

Nie ma tego złego...Obejrzałam dokument z Krystyną Feldman i jeszcze z Tadeuszem Konwickim.
Kot rudy. 


Wielkiej damie na kolanie usiadł wielki, czarny kot. 
Mruży ślepia, liczy złote łzy,dama gładzi go pod włos. 
Poszła dola i niedola, poszedł smutek, srebrny pan.
Wielka dama okręciła szal, no i dalej, dalej w tan


wtorek, 30 grudnia 2014

Umarł król niech żyje król

Gramy w miny, te z mimiki i te z podkładanych słów, które wybuchają pod innymi słowami.

Mam marynowane korzenne śledzie, pikantne, cytrynowo-miodowe kurczę zostanie podane ze słodkimi pieczonymi ziemniakami, będzie pasta z tuńczyka z oliwkami na krakersach, jeszcze brokuły z fetą i prażonymi pestkami i płatkami czosnku, ciasto kruche maślane z kandyzowanymi orzechami.

Sama jestem siebie ciekawa, wciągnę to wszystko czekając północy? Zastawię stół przed telewizorem, uroczyście odpalonym z tej okazji, czy zaserwuję w porcjach po 100 gram.
W takich porcjach to chyba wódkę też można by… W sumie myślałam jeszcze o aromatycznych serach z kabanosami z Kredensu, ale teraz to już może być za wiele, skoro w finale prawdopodobny jest toast do lusterka.


Och tak dalece się nie rozumiemy mówiąc o tym samym. 
Ach jakżebym chciała wytrzymać w ślubach milczenia.

Papierowy księżyc z nieba spadł 

Z tyłu… głowy

W całej szczodrobliwości świąt, w wymyślaniu prezentów, które ucieszą innych, w planowaniu czasu z innymi, w dbaniu aby inni zgodnie z życzeniami byli zdrowi, szczęśliwi i bogaci w te święta, popadłam w przemożną chęć zadbania
li i jedynie o własny tyłek. W przenośni i dosłownie.


W tej intencji zakupiłam nawet peeling o zapachu kwiatu pomarańczy i balsam o zapachu błękitnej laguny i zamierzam wsmarować to wszystko we własne jestestwo, by dosłownie tę dbałość poczuć. Można to nazwać niedopieszczeniem, można złudzeniem dopieszczenia, a można nie nazywać, tylko podziwiać. Można będzie podziwiać!

Tak wiem, noworoczne postanowienia o kant, nomen omen, dupy można rozbić, ale to są akurat postanowienia staroroczne. Poparte doświadczeniem całorocznym, z którego wynika, że szczodrobliwość i dbałość o innych można sobie wsadzić wiadomo gdzie, jeśli inni nie podzielają, nie oddają, nie dbają. U Stuli „o obdarowywaniu” doskonale to podsumowuje. Równowaga musi być i trzeba brać, gdy się daje i oddawać gdy się bierze, ale sobie samemu też trzeba dawać i nie wiadomo czy najpierw, czy może na zmianę.


Ale zgodnie z postanowieniem, że skoncentruję się bardziej na sobie i będę się czule pielęgnować - pozostawiam te rozważania na kiedy indziej. Może od dupy strony będzie łatwiej to wszystko poukładać.