piątek, 21 stycznia 2011

Lecz czy starczy nam sił?

Tydzień uczciwie przepracowany. Zmęczenie rozcieńczam czerwonym chilijskim. Kłębki myśli, sznureczek do sznureczka, wąskie ścieżki „za i przeciw”. Rozmowy z Em i o planach i o przeszłości, o odziedziczonych obciążeniach i o wolności, którą chcielibyśmy zyskać. Na wielu polach. Zdania szybkie, urywane, czasem wręcz wyjęte z kontekstu, bo wrze nam pod kopułami. Trochę różnej maści strachów.

Coś się czai w naszych głowach.

Niczego nie jest mi szkoda
Nic z tego czego jeszcze mi brak
Wystarczy gdy kocham
Huczy las i wieje wiatr
I także to że
Co noc zasypiamy twarzą w twarz
Frontem do tej samej rzeki
[Pidżama, Spokój w głowach]

czwartek, 30 grudnia 2010

ready...steady...

Śledzie zamarynowane, upieczone dwie blachy szarlotki, zakupy zaplanowane i zrobione. Zakupiony prezent dla Małej M.; z okazji 30tki dostaje kupon na zestaw reanimacyjny - zabieg na ciało w gabinecie kosmetycznym, masaż, peeling itd, a wszystko w waniliowo-pomarańczowym aromacie... + kartka, z czego może się cieszyć po 30tce, a co wczesniej było niemożliwe, bądź wydawało się niefajne. 

Jadę nad jezioro Roś, aby sylwestrowo i noworocznie się zresetować, w śniegach, oparach grzańca i spaghetti w wielkich garach, dla całej szajki. Banalnie, acz z serca wierzę i życzę, by nadchodzący był lepszy niż mijający. Byśmy mieli energię do życia, spokój, aby spokojnie spać i odwagę, żeby po obudzeniu wchodzić w każdy nowy dzień. I jeszcze przyjaciół blisko, bo to niezawodny sposób na uśmiech. 

wtorek, 28 grudnia 2010

home sick home

Święta zakończone zapaleniem oskrzeli, antybiotykiem, bardzo złym samopoczuciem. Oprócz choroby na szczęście oboje z Emem wynieśliśmy wrażenie, ze było lepiej niż się spodziewaliśmy. Kłótnie zgaszone w zarodku, dużo śmiechu, luz. I śledź w takiej zalewie octowej, że myślę o nim do dziś. Będzie repeta. 
 
Śpię, klikam, ganiam koty tłumacząc im, że niestety taka ich rola, że gdy ja choruję - one muszą dawać się tarmosić. 
 
Niepokój, bo w korpo się złoszczą, a w domu dołują.

sobota, 18 grudnia 2010

Cztery miesiące w zawieszeniu.

Piątek z cyklu, "co mnie nie zabije...". W sytuacjach kryzysowych przełączam się na tryb mechaniczny, jak jakiś transformers. Nie poddam się.