niedziela, 2 czerwca 2013

You&I bloodlines

10 rano, snuję się w szlafroku z oczami zalepionymi przydługim snem, telefon. Wiem, że zaraz w pośpiechu będę brała prysznic, pakowała stos ciuchów do szafy (ch...a pani domu ;) i tańczyła na palcach w kuchni, żeby zdążyć zjeść śniadanie. Bez pudła.

Bezbłędnie od początku fizycznie jesteśmy jak puzzle. Siła, ciepło, wzrok, temperament. Ruchy, dłonie, uścisk, humor. Oczy, ramiona, pośladki. Gadanie. Wzajemny pociąg, w każdym geście.

Po południu zamykam za nim drzwi. Nie wiem, czy myśli mam tysiąc czy jedną.

piątek, 24 maja 2013

Nie przegonię ręką z czoła czarnej chmury

W piątki często chodzę z głową większą niż ja cała, a że mi wzrostu nie brakuje, to czasem czuję się jakbym grzywką zahaczała o sufity. I nie, nie bujam w chmurach, raczej tłukę czołem w rzeczywistość.

Jedna z ważnych rozmów z Panią P., o blokadach, strachach i złościach. Uwielbiam celność jej pytań, po których otwierają mi się szufladki we łbie, choć wrażenie jest takie, jakby to były kamienne wrota, takie jak z jaskiń-labityntów z „Indiany Jonesa” i towarzyszy temu snop oślepiającego złocistego światła, gdy się otwierają. Tadaaam!

Po czymś takim wchodzę do biura i usiłuję uziemić się w korporacyjnych stresach, podejść do nich poważnie, ale cóż kiedy zawieszam się we wspomnieniu wczorajszych ADR'owych ramion przesilnych. 



 
„Te kłamstw oceany
Te niedobre przeczucia
Latające dywany
Nagłe serc ukłucia

Idzie na burzę idzie na deszcz „

czwartek, 2 maja 2013

Tommorow, for sure

Mam takich kolegów, co ogarnięci są, co kochają swoje kobiety i dbają o swoje dzieci. Mam wśród nich takich, których spotykam raz na rok. I dzięki którym wiem, że Nosowska miała rację, że trza czekać na "sowę" choć "wróbli", całkiem niezłych wokół, kręci się wiele. I że wciąż mam ochotę na użycie tej gitary co wisi na haku, a tak ładnie gra, gdy się ją dostroi do majowego weekendu.

I oni też motywują mnie do tego, bym po polsku, od poniedziałku spróbowała nowej formy treningu. M. mówi bowiem, nie lękaj się... Jeśli 15 minut będziesz truchtała,  a potem powłócząc nogami wrócisz do domu... Nie będzie wstydu.



czwartek, 25 kwietnia 2013

Złota kula z diamentami

W życiu współczesnej samotnej kobiety nie brakuje wyzwań. Trzeba na przykład realizować korporacyjny budżet i sprzedawać się firmowej publice, prezentując entuzjastycznie niekoniecznie korzystne tabelki. Nadrabiając energią, tempem i wyprężoną optymistycznie piersią. Na szczęście z fenomenalnym skutkiem.

Trzeba znaleźć takie miejsce parkingowe pod blokiem, żeby sąsiedzi myśleli, „skubana, wcisnęła się tak, że nie rozjeżdża trawnika i nie ryzykuje zarysowaniem lakieru”. Trzeba tachać siaty i udawać, że to świetnie, bo to doskonale rzeźbi ramiona.

Trzeba zdążyć zaplanować urlop tak, żeby umyć okna, rozwiesić wiosenne firany i ugościć nadciągających ze stolicy najbliższych i jeszcze mieć czas tylko na osobiste opalanie bicepsa w ładnych okolicznościach przyrody.

I jeszcze mieć cierpliwość i miłość, żeby czekać. Czekać na siłę, ciepło, humor i zazdrość. No kto by nie chciał? Ja chcę, ale jest to wyzwanie. 


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Mikor nagyon egyedül vagy Lehull hozzád egy kis csillag Hófehér gyöngyök vezessenek Mint jó vándort fehér kövek

Jest taki moment przed podróżą, gdy jeszcze nie wiadomo, jaka będzie, ale wiadomo, że już za chwileczkę, już za momencik. Leżę w łóżku i wiem, że jutro o tej porze będę już tam i teraz, w tej podróży i już będzie wiadomo jaka ona jest, ale cały czas nie do końca.
I to jest uczucie chyba bardziej ekscytujące niż samo podróży odbywanie. Bo jak już jestem na miejscu i chłonę, czerpię, korzystam, to skupiam się na tym TERAZ, a nie na wyczekiwaniu „ o mamo co to będzie”.

Piękny ten Budapeszt, w każdej elewacji nawet bardzo niecentralnych ulic, w każdym parku, gdzie zakupiony w markecie tokaj można przynieść pod pachą i spożyć go pod chmurką. A węgierscy policjanci sprawdzają czy po prostu wszyscy grzecznie piją alkohol. E. jest cudowną towarzyszką zwiedzania, zorganizowaną, niemarudzącą, chętną by zobaczyć jak najwięcej i mam nadzieję, że to początek naszych udanych podróży. Widok ze wzórza Gellerta, wystawa zdjęć Helmuta Nwetona, bardzo turystyczne zdjęcia z popiersiem Beli Lugosi, radio Petofi przy śniadaniach, och jak dobrze będę wspominać ten krótki urlop.

Węgierscy faceci rośli, bezczelni w spojrzeniu i propozycjach, prężący muskuły, z błyskiem w oczach, byli jak te wszystkie turystyczne atrakcje. Miło popatrzeć, doświadczyć jak są inni od polskich. A mi się chciało do Adr'a. Wszędzie dobrze, ale w najmilszych ramionach najlepiej. 


 
'Kiedy jesteś bardzo samotny
Spada do ciebie mała gwiazda
Śnieżnobiałe perły niechże cię prowadzą
Jak dobrego wędrowca białe kamienie"

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Red Hat

Aż tu nagle zaczęło się robić gęsto. Od planów, miejsc, spotkań i wyjazdów. Z lekką taką niepewnością to wszystko, wolno póki co wiruje. Te mniej ekscytujące sprawy odkładam na „pobudapeszcie” choć oczywiście obawiam, się, czy aby mnie to później nie przyciśnie ciężarem.

Tymczasem wykreślam z karteczki rzeczy do spakowania na madziarskie szwendanie z E.