Jest taki moment przed podróżą, gdy
jeszcze nie wiadomo, jaka będzie, ale wiadomo, że już za
chwileczkę, już za momencik. Leżę w łóżku i wiem, że jutro o
tej porze będę już tam i teraz, w tej podróży i już będzie
wiadomo jaka ona jest, ale cały czas nie do końca.
I to jest
uczucie chyba bardziej ekscytujące niż samo podróży odbywanie. Bo
jak już jestem na miejscu i chłonę, czerpię, korzystam, to
skupiam się na tym TERAZ, a nie na wyczekiwaniu „ o mamo co to
będzie”.
Piękny ten Budapeszt, w każdej
elewacji nawet bardzo niecentralnych ulic, w każdym parku, gdzie
zakupiony w markecie tokaj można przynieść pod pachą i spożyć
go pod chmurką. A węgierscy policjanci sprawdzają czy po prostu
wszyscy grzecznie piją alkohol. E. jest cudowną towarzyszką
zwiedzania, zorganizowaną, niemarudzącą, chętną by zobaczyć jak
najwięcej i mam nadzieję, że to początek naszych udanych podróży.
Widok ze wzórza Gellerta, wystawa zdjęć Helmuta Nwetona, bardzo
turystyczne zdjęcia z popiersiem Beli Lugosi, radio Petofi przy
śniadaniach, och jak dobrze będę wspominać ten krótki urlop.
Węgierscy faceci rośli, bezczelni w
spojrzeniu i propozycjach, prężący muskuły, z błyskiem w oczach,
byli jak te wszystkie turystyczne atrakcje. Miło popatrzeć,
doświadczyć jak są inni od polskich. A mi się chciało do Adr'a.
Wszędzie dobrze, ale w najmilszych ramionach najlepiej.
'Kiedy jesteś bardzo samotny
Spada
do ciebie mała gwiazda
Śnieżnobiałe perły niechże cię
prowadzą
Jak dobrego wędrowca białe kamienie"