niedziela, 18 sierpnia 2013

Wróćmy na jeziora

W ostatniej chwili zaliczone najlepsze jezioro i najsmaczniejsza smażona ryba. Bo lato się kończy przecież. Widać i czuć w zimnych nocach. Ale skóra jeszcze złapała kolejny odcień brązu, głowa odpoczęła w śmiechu z czterech damskich gardeł, no i chyba jeszcze ten spokój, gdy myślę o następnym miesiącu. I kolejnych, niech się przyznam. Bo jest ktoś, kto kto ma zamiar się w mojej jesieni umościć, poczynając od ostatniego sierpniowego weekendu, gdy będę go miała na całe dwa dni.

Uwielbiam moje przyjaciółki, uwielbiam smakowanie wina na karimacie, scrabble z hasałami „naga” i „napalona” oraz „wódko”, zakwasy po morderczych rozgrywkach w badmintona na polanie. Mam szczęście.

Lubie też myśl, że w ogóle spotykam ludzi, którzy pojawiają się w moim życiu po coś, są wartościowi i mam nadzieję, że działa to też w drugą stronę. Krótka rozmowa przez telefon z Adr'em, wiem, że facet zjawił się znienacka (jeszcze trochę i minie rok) i pokazał mi jaką kobietą jestem. Może nawet trochę postawił mnie na nogi. Mam szczęście, mimo wszystko.

A dziś lekko przeziębiona, na antybiotyku po kleszczu, zmęczona spaniem w namiocie i tak mam szczęście, bo czekam na wieczorną konwersację zagraniczną, póki co.
I mam wrażenie, że jednak jeszcze trochę tego lata przede mną.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

czas przyszły wakacji

Tydzień urlopu zaczynam poniedziałkiem, jakżeby inaczej, ale takim, po którym i tak czuję się jak po pracy. Nerw jaki mnie dziś nosił, wynikał z tego że to nie był poniedziałek urlopu dla mnie, tylko klasyczny poświęcony.

Jutro jeszcze kilka sprawek i ruszam ku rodzinie stolicznej, a jeszcze trochę i wracam ku jezioru podaugustowskiemu. W pierwszej wyprawie atrakcją będzie dziecko rodzinne i wanna, w drugiej zaś te moje baby ukochane pod namiotem.

Wciąż jeszcze urlop solo, bo absztyfikant ciągle zagraniczny, acz snuje plany. Moja perspektywa, co prawda sięga zaledwie dzisiejszego wieczoru, gdy tradycyjnie zamruczy basem do słuchawki, ale o jego przyszłości lubię słuchać. Uwzględnia mnie w niej.

wtorek, 6 sierpnia 2013

32

Taki sierpień to ja mogę codziennie :)




niedziela, 4 sierpnia 2013

flojdzi o tęsknocie, po pierwszej nutce

Obserwuję liczby wokół znajomości i mam pozytywne wnioski. Siedem dni i siedem przepysznych róż, dwugodzinne połączenia zza zachodniej granicy, jeden kleszcz porandkowy. Bo jakoś tak do lasu i nad rzekę nas ciągnie. Cztery spotkania.

Jestem dobrej myśli. 


poniedziałek, 29 lipca 2013

Komary i amory

Po niedzielnym długim marszu wzdłuż starorzecza i przez las, mam łydki tak ścięte przez małe wredne insekty, że teraz muszę kroczyć przez ten miejski upał odziana w zwiewne długie suknie lub spodnie.

Ale ja lubię upał i lubię rozlewiska rzek, zwłaszcza w uśmiechniętym, interesującym towarzystwie kogoś, komu sięgam pod ramię. Bo to jakiś gabarytowo dobry układ jest.

Przyjeżdża, dzwoni, angażuje się chyba? I znów przyjedzie, a ja kombinuję,
gdzie by tu na spacer z R.

piątek, 26 lipca 2013

R. na zdrowie

Mierzę wysokość obcasów. Niepotrzebnie, jak się okazuje. Jest dwumetrowcem, ale bez wąsów, na przekór Tymańskiemu. Przypomina mi kolegę ze studiów. Takie same uśmiechnięte opowieści i być może tembr głosu. Dobry tembr.

Znajomy znajomej. Marine, stolarz i motocyklista. Połączenie spokoju, uśmiechu i zdecydowania. Jak w lustrze, łącznie z ascendentem. Ale nie znam człowieka przecież. No to się umówił ze mną na wszelki wypadek jeszcze raz, na niedzielę. I dzwonił. I mówił, że zadzwoni. Na humor +10. Na zdrowie.

Blokadki i szufladki w głowie dają znać. Ale ma być ładna pogoda.