poniedziałek, 18 kwietnia 2011

1000 miejsc, w których mogłabym być...

Od sobotniego koncertu nie mogę i nie chcę się uwolnić:


A dziś po pracy zamiast obiadu bułka, parówki i sok pomidorowy na ławce nad zalewem, 10 min jazdy za miasto. Stres hamuje mi swobodny przepływ krwi, więc marznę zbyt szybko, ale na chwilę bezmyślności zdążyłam.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Aż tu nagle kwiecień.

 Oto pośród snów nerwowych o depresyjnych zachowaniach mojego brata, remontem 3/4 mieszkania w dwa dni, pomiędzy sprzątaniem kocich kłaków i wyborem rolet, przeskakiwaniem nad pierdyliardem rzeczy zgromadzonych w sypialni z tytułu wspomnianego remontu (żyliśmy jak w akademiku, co miało swój urok: filmy oglądane na laptopie od przyjścia z pracy do nocy, picie piwa w łóżku i brak dylematu "co na obiad" wynikający z niemożliwości gotowania :))... 

Oto wylądowały bociany.

poniedziałek, 21 marca 2011

Gdyby życie miało soundtrack...


Od czwartku nad ranem do niedzielnego popołudnia, wszystko było chyba złym snem.
Niestety, strach pozostał realny.
I'm crying everyone's tears...

wtorek, 15 marca 2011

without love where would you be now ?

 W dzień sądu Em stwierdził, że nigdy by się nie spodziewał. Że tak to będzie właśnie. Gdy ja pomyślę, co myślałam, że będzie - stałe, odwieczne pytania i odpowiedzi, pytania bez odpowiedzi albo pytania retoryczne z oczywistą odpowiedzią (odpowiednie zakreślić) nasuwają się same.

Jeśli tylko decyzje podjęte zostały z racji serca lub rozumu, w obliczu zaistniałych okoliczności, jaki sens ma ich rozważanie jako zasadnych lub godnych pożałowania? 

Nie ja nie żałuję
Przeciwnie bardzo ci dziękuję (...)
Za jakiś czwartek jakiś piątek jakiś wtorek
I za nadziei cały worek...

 

sobota, 5 marca 2011

Clouds... they block my way

Marzenie o spaniu do 10 dziś się spełniło. Tadaam.

Zmęczona, z obolałymi plecami od kilometrów za kółkiem, ślęczenia przed komputerem, z opryszczką na ustach, z listą to do w kalendarzu i wrażeniem, że na pewno jeszcze o czymś zapomniałam. Przystanek – czwartek u Babci, między pobudką o 5 i sterczeniem w przychodni, najpyszniejsze naleśniki świata i pomidorowa. Po babsku ląduję też z marszu u fryzjera, desperacko zamalowując siwy przedziałek.

Dzień za dniem, dół za górką, nie znoszę się kłócić o kasę, ale nie lubię też poczucia, że jestem sponsorem, taksówką, bo tak.

No, ale teraz kolej na emocjonalny wyż. Sobota, koty, kawa z bajerami. 


So I'm running
Trying to get
Out of the rain
I'm running
Still I'm running
But clouds in the dark
Block my way

[Edyta B.]

środa, 23 lutego 2011

Don't come around, I got my own hell to raise

Jestem jak wahadło, kiwające się między unikaniem spotkań z ludźmi (może oprócz Małej M. i JJ'em), a czerpaniem energii z komunikacji i handlowych gier.

Wymyślam wymówki od fitnessu, wyjścia na piwo, na biegówki, na herbatę. Po co komu towarzysko niespotykany w moim wykonaniu ironiczny śmiech lub żałosna agresja, będące reakcją na pytanie "co słychać?"

W dniach, gdy jestem nakręcona, wyżywam się zawodowo, pochłania mnie zagadnienie efektywności pracy, starsze i nowe numery „Coachingu” oraz audyty jakości obsługi. Rozwalam na atomy relacje społeczne i pękam z radości z najmniejszych sukcesów. Albo najmniejsze radości uznaję za sukces?

Między tym wszystkim dobija mnie seria niefortunnych zdarzeń, w tym choroba mojej ukochanej rudej przyjaciółki, której muszę robić zastrzyki, a która później obrażona, ma najbardziej bolesną minkę pod wąsem :( 
 
A nade wszystko owe „doły” wyzwalają we mnie zawziętość na „ poradzę sobie”.
Bilans, niestety, nie zawsze jest zen.


I got my feet on the ground and I dont go to sleep to dream
You got your head in the clouds, you're not at all what you seem
This mind, this body, and this voice cannot be stifled by your deviant ways
So don't forget what I told you...

[Fiona Apple, Sleep to dream]