środa, 25 września 2013

Slajdy jesienne

Litewski Bałtyk jest szaro-złoty. Huczy, wieje, chłoszcze zimnymi kroplami. Oszałamiający.

Oczy mu się śmieją bez przerwy. Gubimy numer do apartamentu, w którym mamy nocować, a pora już późna. Oczy mu się nadal śmieją, ale są skupione, uważne. Wszystko jest dobrze, spokojnie, w tempie. Bezpiecznie.

R. wreszcie mówi mi o przeszłości. Nieco się odwzajemniam. Znów wspólne wrażenia.

środa, 18 września 2013

I can stand up and face the world

No to jestem w związku. W związku z tym mam na przykład męską kosmetyczkę na pralce. Poznaję jego mamę, siostry i psa – niedźwiedzia. Poznaję jego dłonie, a one mnie.
Spokojnieję.

(haha, a z tyłu głowy – co i gdzie piźnie, skoro jest tak dobrze?).

Byłam na bluesowym koncercie ulubionego trio z Krakowa. I tak, mogę powiedzieć, że „love keeps lifting me higher”. Znów kołyszę biodrami, mam proste plecy i kuloodporną kamizelkę na życiowe zawirowania. Jakkolwiek naiwnie by to nie brzmiało, tu i teraz jest dobrze.

'So keep it up, quench my desire
And I'll be at your side forevermore'

13.09.13

Patrzę w oczy Pani P. i widzę jak się śmieje. W oczach jej widzę, bo na zewnątrz profesjonalnie ledwie daje temu znak. Oto jestem zadowolona. To tak na początek. I mam wrażenie, że ją też to raduje. Ale jak zawsze, początkowa deklaracja w trakcie rozmowy zmienia zabarwienie, przecież się tego spodziewałam, ale ogólnie – mam wrażenie, że obie nas cieszy dobra perspektywa no. Tysiąc trafnych pytań. Dziś jakby bardziej bezpośrednio.

Tak, tłumaczę się przed nią, a tak naprawdę przed sobą. Tak, lękam się. Tak, nie wiem skąd to czarnowidztwo. Skąd te wewnętrzne zmagania. Mówię, że chciałabym mniej się zastanawiać i być chciwa. Nie mieć problemu z tym, że tak dużo dostaję, podczas gdy zwykle to ja dawałam.

Slajdy z tej klaty do przytulania, z całowania w jeziorze, z oczu, gdy zalewa mnie rozkoszą.

Tak na poważnie o tym myślę. Przypadkiem ktoś nas ze sobą złączył. 
Nie przypadkiem pasujemy.
 
'Cause in my life
Things are built on
Constant surprises
Coming my way
Some call it coincidence
But I like to call it fate'

[Litlle Dragon, Constance suprise]

poniedziałek, 2 września 2013

Kto jak nie my

Trafiłam na artystę, który wie co to miłosny akt. Dzieło sztuki, sztuka kochania. Resztę niech osnuje tajemnica alkowy.

W sobotę, wedle zaleceń „kelnera” z oczami jak węgielki, prawą ręką podnoszę do ust tatarskie kołduny, popijam rosołem z indyka i jestem w kulinarnym niebie.Dobę później pływam, a fale ulubionego Płaskiego, ciepłego jak herbata, choć powietrze na zewnątrz dużo zimniejsze, zapierają dech. Ostatnie dni lata, nie mogły być lepsze.

R. dba o mnie na każdym kroku. Przynosi kwiaty. Interesuje się. Wyprzedza życzenia. Ale to jest margines wrażeń. Bo największe odnoszę, gdy prasuję białą bluzkę do pracy w poniedziałkowy poranek i zaskakuje mnie to, że budzi się we mnie jakaś tkliwość, gdy patrzę jak pije kawę na kanapie. I to jest novum.

Mówi mi, gdy już jest setki km stąd, że skoro jeden plan tak doskonale zrealizowaliśmy, to kolejne są tylko kwestią czasu. „All we need is just a little patience”.

No bo kto.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Do kołyski

Dobranoc, słyszę co wieczór i tak jeszcze 7 dni, do telefonu. Bywam konserwą, zakutą w obawy, w nieprzerobione lęki, w doświadczenia co są ciężką puszką. Ale znalazł się Otwieracz. 

Dawno tyle się nie uśmiechałam. Solo, na kanapie, ze słuchawką ciepłą i w pudrze, albo w międzyczasie mieszam pierwsze w tym sezonie leczo. Zajebiste, z czosnkiem i chilli, wędzonym bekonem.

Ufam w to co mówi, co nie znaczy, że nie boję się, że życie wkroczy z maczetą i powycina te ładne kwiatki. A R. jakby i ugór kompletny mógł uprawiać. Taki zawodnik.

E. mnie zaskakuje wieczorną wiadomością, że Chojnacki bluesa w Trójce gra. I że mimo nostalgicznej pogody, cycki w górę. Rację ma. Nie ma co za dużo myśleć.

Bez znieczulenia
Bez niepotrzebnych niespełnienia
Myśli złych

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Perseidy

Tak się złożyło, że lakier na paznokciach palców u nóg mam lodowaty niebieski.
Tak się też złożyło, że patrzyłam dziś w te oczy, co powodują, że mięknę w okolicach lędźwi, bezwiednie, na zawołanie.

Trudność. Albowiem poligamia mnie nie interesuje. Łatwiej by było, gdyby nowy fatygant był już na wyciągnięcie ręki, tudzież na wciśnięcie klawisza w telefonie, żeby był za godzinę. Co też daje do myślenia, bo do Adr'a nie dzwonię, kiedy tylko zechcę. Nie mogę przecież. Taka sytuacja, jak mawia młodzież.

Na balkonie sierpień pełną gębą. Kociary rozciągnięte całą powierzchnią rudych futer na pcv, łapią ciepło. Ja łapię wzrokiem perseidę i oczywiście myślę życzenie. Żeby, żeby, żeby. Czekam no.