sobota, 19 stycznia 2013

sometimes

Dużo dzieje się w mojej głowie, mało na zewnątrz. Izolacja wspierana zimą, śniegiem, ograniczoną ruchliwością i wymówkami od grypy, zimna, kasy. To czego nie robię, bo mi się nie chce, czasami objawia się dosadnie jako właśnie niezrobione - znienacka - i przyprawia o wyrzuty sumienia. Chwilę później dziękuję Skrzydlatemu, że czuwa, ale podskórnie dziwię się, ile to ja mam, mimo wszystko, szczęścia w tym moim byciu.


O krok od zerwania spotkań z Panią P. , a ta uświadamia mi kilkoma celnymi pytaniami, że to tylko próba ucieczki. Uciekam od spotkań, od prawdziwych ruchów, od decyzji, które świadczyłyby, że nie czekam na mannę z nieba.


Brak mi motywacji. Samotność, jak śpiewał Rysiu, to przecież trwoga.

 I drive on her streets 'cause she's my companion
I walk through her hills 'cause she knows who I am
She sees my good deeds and she kisses me windy
I never worry,now that is a lie




poniedziałek, 14 stycznia 2013

El tango the Roxanne

Czarna koronka obejmuje udo. Cienki czerwony obcas stuka w terakotę.
On lubi jak kołyszę biodrami. 
 
Feelings I can't fight
You're free to leave me, but just don't decieve me

sobota, 5 stycznia 2013

teren zaminowany

Te święta są inne. Trochę nas mniej, a o wiele więcej. Od kilku dni, cieszę się małym aniołkiem mojej Sister. A Ona taka dorosła, taka „mama” i strasznie mi z tego powodu „dumnie” :)

Ale żeby nie było, że jest sielsko.. Jest taki dowcip rysunkowy, dwóch facetów idzie obok siebie, teczki, krawaty – prawdopodobnie zmierzają do pracy. Jeden pyta drugiego:
„Co dostałeś na święta?”, a ten odpowiada „Pierdolca.”

Pomijając coraz trudniejszy z wiekiem charakter mojej Babci, to kumulacja nastrojów, opinii, osobowości, ale i fizycznej obecności na kilku metrach kwadratowych kuchni, powoduje, że cierpliwości jednak nie wystarcza. Zabieram gary i uciekam do siebie. Odpalam piekarnik, żongluję deskami, ganiam koty i już... uff.. Tak to ja się mogę szykować do świąt.

A między tym wszystkim, ja – tęsknota. Za niebieskim spojrzeniem, za najlepszym dotykiem, za tym szelmowskim uśmiechem, za za za za... Za daleko. Za ile czasu się zobaczymy.
 
dom pusty czeka aż mnie powita
kwiatem co bez wody łka
i martwą ciszą wokół
minę mam
jakby to oaza była
przecież ja
tak kocham święty spokój

piątek, 28 grudnia 2012

orędzie staroroczne

Kilka dni przed zmianą daty myślę sobie, że nie chcę podsumowywać 2012. To co się „ostatnio” działo miało swój początek jeszcze w poprzednim roku i mam wrażenie, że moje koło fortuny wciąż jeszcze nie skończyło tego obrotu...

Tyyyle się zmieniło. I pisząc w ostatniej notce grudnia, rok temu, że nie można bać się „nowego” i że nigdy nie jesteśmy sami, nie wiedziałam co mnie czeka, ale miałam rację. Obok całego syfu rozstań, chorób, finansowych dołów, zawsze było coś lub ktoś, kto sprawiał, że broda wędrowała do góry, a kąciki ust unosiły się. A łzy często wywoływało wzruszenie, a nie ból. Dziś dodam do tego życzenie, żebyśmy z cierpliwością i ufnością pracowali na każdy kolejny dzień, na każdą relację, na kolejne marzenia. Bo dobro to bumerang, który trzeba umieć złapać.

niedziela, 23 grudnia 2012

next xmas

Niedzielne przebywanie z samą sobą. Dokoła świąteczne dobre wieści (przybędzie nam w Grupie kolejny mały człowiek :) mieszają się ze zmaganiami z nielekką codziennością.

Warto w tym czasie poczuć, że wszystko co nam się rodzi, co nas spotyka, co się zjawia trzeba przyjąć z miłością i zrozumieniem. Doświadczyłam w tym roku małego cudu, trzymając we wrześniu noworodka – czystego, nieskalanego tym światem materialnym, egoistycznym, pełnym negatywnych uczuć. Ze wszystkich rzeczy, które możemy sobie dać na święta, ciepłe, czyste i oddane serce będzie najlepsze.

Bóg się rodzi, jak mała iskra, jak pierwsza gwiazdka, trzeba ją rozdmuchać
i grzać się jej żarem. Dobrych Świąt :)

piątek, 21 grudnia 2012

8 Monet

Chwila przed końcem świata. Koncertowo zaspałam do pracy, a spieszyło mi się, bo Adr miał być służbowo na kawę i ja się szykowałam i spakowałam świąteczne to i owo, ale... Nie było czasu, nie było okoliczności, nie było końca świata.

Nie będzie, bo choć grudzień się kończy, choć zaczęła się astronomiczna zima, to we mnie już jest pracowita wiosna. Myśli puszczają pędy, młode silne, zielone. 
Jak suknia Królowej Monet. 

It's the end of the world as we know it
(It's time I had some time alone)
and I feel fine...
[REM]